Tym razem, w „Swoją drogą" słowo daję, miałem napisać o czymś zupełnie innym. Miałem, ale parę dni temu byłem świadkiem sytuacji, wobec której, nie mogłem zostać obojętny... Ale od początku...
Czerwiec wywołuje u nas zazwyczaj same pozytywne wrażenia i emocje. Przede wszystkim - nareszcie lato! Wycieczki, rowery, imprezy plenerowe, koniec szkoły itp. Nie wszystkim jednak jest aż tak wesoło. Na przykład studentom, do których sam się zaliczam. Nam bowiem, czerwiec nieodłącznie kojarzy się ze słowem tak okropnym, że na jego dźwięk studentki wydają przeraźliwe piski a stusenci upadają na kolana i posypują swe głowy popiołem, lub czym tam mają akurat pod ręką. Sesja - bo o tym słowie mowa, a którego więcej tu nie odważę się użyć, to taki potwór, pochłaniający czas, wysysający radość życia, karmiczna bestia, karząca nas, za miesiące laby podczas semestru.
Z tego powodu właśnie, sporo wody upłynęło w Srebrnej, od mojego ostatniego felietonu, a spraw przez ten czas się nagromadziło... Wróćmy jednak do owej sytuacji, która definitywnie wymagała przerwania mojego milczenia. Otóż, nigdy, ani z racji wieku, ani poglądów, nie zaliczałem się do tzw. „starszego pokolenia", zdarzenie to jednak nakazało mi weryfikacje moich dotychczasowych przemyśleń i wygłoszenie ogranego zwrotu „nie rozumiem dzisiejszej młodzieży!". Nie ma w tym krzty podtekstu, naprawdę, idąc jedną z głównych ulic Mińska, byłem świadkiem rozmowy, której słowo daję - bez pomocy specjalistycznych pomocy naukowych nigdy bym nie zrozumiał, a wyglądało to mniej więcej tak:
- Ściemka!
- No witka, Chudy!
- Obczaiłeś ostatnie melo u Stachego?
- Nie, i tak mam konkretny Meksyk na chacie, ale Timo z tłustsza truchnął mi o co kaman.
- No ze startu to jakaś straszna tradża była, Hiphopolo i te motywy, ale Misiek wyszczurował jakieś sekatory i całkiem w kitę się zrobiło.
Dzięki tej ostatniej wypowiedzi, miałem przez chwilę wrażenie, że tych dwóch chłopaków w wieku mniej więcej 15 - 17 lat, rozmawia o ogrodnictwie, jednak za chwilę miałem się pozbyć tych złudzeń.
- Foczki jakieś się przywlokły?
- Na wypasie! Staryyy, Eciek takiego ADIDASA na taką jedną złapał że przez resztę impry Takierasa tylko do niej odwalał!
- Galancio!
- Ba! Jak uderzył w puchara to już koniec, zabajony performensa odstawiał dopóki sam całkiem gwoździa nie zabił.
- Dobry motyw! Ja się zwijam, w razie Niemca pucuj się do mnie na fona!
- No dozo!
Przez krótką chwilę trwania tej rozmowy starałem się, w imię zasady, że człowiek uczy się przez całe życie, zapamiętać jak najwięcej nowopoznanych zwrotów, niezwykle bowiem frapowało mnie, czego dotyczyła. Z pomocą przyszedł mi wówczas Miejski Słownik Slangu i Mowy Potocznej, dzięki któremu otworzyły mi się oczy na wiele spraw:
Ø Sciemka - siema
Ø Witka - witam
Ø Obczaić - zobaczyć, uczestniczyć
Ø Melo - impreza z alkoholem
Ø Meksyk - (w tym przypadku) konflikt z rodzicami w domu
Ø Z tłustsza - z grubsza
Ø Truchnąć - przekazać
Ø O co kaman - o co chodzi
Ø Tradża - tragedia
Ø Hiphopolo - obciachowa odmiana Hip - hopu
Ø Wyszczurować - odnaleźć, wygrzebać
Ø Sekatory - zespoły muzyczne, prekursorzy polskiego rapu
Ø W kitę - całkiem dobrze
Ø Foczki - Dziewczyny
Ø Na wypasie - Bardzo dobre
Ø ADIDAS - (z ang.) All Day I Dream About Sex
Ø Takieras - zadurzony, zakochany
Ø Galancio - Świetnie
Ø Uderzyć w puchara - pić alkohol
Ø Zabajony - śmieszny
Ø Odstawiać performensa - wyrabiać głupoty
Ø Zabić gwoździa - usnąć z powodu upojenia alkoholowego
Ø W razie Niemca - w razie czego
Ø Pucować się - odezwać się
Ø Dozo - do zobaczenia
„Aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa" chyba jednak nawet Słowackiemu nie śniło się takie nagromadzenie neologizmów i makaronizmów na jeden wers tekstu...
Swoją drogą... Dziś tego jeszcze nie zauważamy, ale być może to właśnie jest nieoceniony wkład dzisiejszego pokolenia w rozwój naszego pięknego języka? Bo jeśli ma on być żywy i dynamiczny, jak społeczeństwo nim się posługujące, pozwólmy go pielęgnować i wbogacać, tak, aby za parę lat, gdy ktoś na ulicy zapyta nas „Elo wapniak, kopsnij talara, mam grubą zajwawkę na gastrofazę" nie zareagowali miną typu „beton" i przyśpieszonym krokiem oddalili się w byle kierunku. Pierwsza zasada dobrej polityki wojennej, „Aby pokonać wroga, trzeba najpierw poznać jego język!" uczmy się zatem slangu, a odkryjemy wówczas zupełnie nowe meandry nasze mowy ojczystej!
P.S.
Sytuacje możemy też odwrócić i tu zadanie dla Was. Przy pomocy Miejskiego Słownika Slangu i Mowy potocznej (http://www.miejski.pl/) dokonajmy wspólnie małej profanacji. Przetłumaczcie na język slangu młodzieżowego pierwsze cztery wersy Inwokacji z „Pana Tadeusza", a najciekawsze tłumaczenia, pokażę już przy okazji następnego felietonu!
Tymczasem prezentuję ciekawa opowiastkę, którą odnotowano i pośpiesznie doniesiono mi przy okazji ostatniego:
W ramach integracji międzywydziałowej, urwaliśmy się w 5 osób do naszego, jakże zacnego, centrum handlowego „Forum". Jako że biedni studenci, niezwykli jeść w drogich restauracjach, postanowiliśmy odwiedzić starego kumpla McDonalda w celu skosztowania czegoś ciepłego i w dobrej cenie. Czekając w kolejce, widzieliśmy część zaplecza, w tym także "kuwetki" do smażenia kurczaków, ciastek i tym podobnych rzeczy. Na każdej z kuwetek widniał napis, co przyrządzane jest w środku i ku naszej uciesze w jednej z nich przyrządzany był... PIES. Zapytana o cenę tegoż specjału kasjerka, zaczerwieniła się tylko i oznajmiła nam, że zepsuł się wyświetlacz. Ale czy na pewno ?
Paulina G. (Traktor) z Koszalina
Moja żenująca puenta: Teraz już wiadomo, czemu pies z kulawą nogą nie odwiedza McDonalda...
Czekam na więcej takich wstrząsających, ciekawych, przewrotnych historyjek, przypominam, mój adres mejlowy to sodano11@wp.pl lub mi_golebiowski@wp.pl czekam na Wasze propozycje!
Pozdrawiam!