Zaloguj

swoją drogą

 

Kolejowa epopeja (2011-08-02)




                Niejeden z nas mógłby zapewne napisać własną historię z wyprawy rodzimymi pociągami. W niektórych przypadkach wyszedłby z tego mrożący krew w żyłach horror, niekiedy komedia, w wielu przypadkach absurdalna tragifarsa. Bo o PKP można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że wieje tam nudą. Szczególnie teraz, w szczycie sezonu wakacyjnego, kiedy wielu z nas zmuszonych jest na korzystanie usług, w które całkiem gratis wliczone są rozmaite, często zupełnie nieoczekiwane atrakcje...

                Strasznie wygodny się ostatnio zrobiłem! Jakiś czas temu nawet ośmieliłem się złowrogo psioczyć pod nosem na pociąg, który przyjechał o dwadzieścia minut za późno. Co z tego, że jechałem na egzamin, a dla połączenia kolejowego nie ma w tamtym kierunku sensownej alternatywy. W końcu mogłem jechać poprzednim. Najwyraźniej włodarze spółek PKP wierzą w kreatywność i zapobiegliwość statystycznego Kowalskiego, do którego szablonu wyjątkowo nie przystaje. Co ciekawe, argument o skorzystaniu z wcześniejszego połączenia i w ogóle, że sam jestem sobie winien, powtarzał się w późniejszych rozmowach ze znajomymi. Jakoś nikt nie zauważył najmniejszej winy pociągu, który, bądź, co bądź też nie wywiązał się z kontraktu, jaki zawarłem ze spółką Koleje Mazowieckie, kupując bilet, gdzie jak wół widniało „odjazd 9.12".

Mimo tych nienajlepszych wspomnień, nie ośmielę się więcej złego słowa o naszych poczciwych, żółto - zielonych składach powiedzieć!

Bo czymże są nasze małe opóźnienia wobec tego, z czym spotkałem się ostatnio w Kotle Czarownic, lub, jak kto woli - dworcu Warszawa Centralna. Tam też jak w filmie. Tyle, że nie wszystkie losy bohaterów zakończone są happy endem.  Poniedziałek, godzina 13.00, pasaż podziemny pod Centralnym. Tłum, jak to w wakacje, z wolna rozlewa się spod kas na perony. Niby nic nadzwyczajnego. Pozory.                

Z głośników nagle rozlega się charakterystyczny zgrzyt oznajmujący, że aparatura nagłaśniająca, która pamięta czasy towarzysza Edwarda, jest w użyciu. Spoglądając na nagłą konsternację malującą się na twarzach podróżnych, w lot zrozumiałem prawdziwe znaczenie słów ks. Natanka - „Wiedz, że coś się dzieje!". Po chwili rozlega się „Opóźniony pociąg do Krakowa Głównego, podjedzie na tor przy peronie drugim, nie czwartym. Podróżni proszeni są o przemieszczenie. Za kłopoty przepraszamy."                

W jednej chwili kilkadziesięcioro pasażerów walnie ruszyło w stronę niedziałających (a jakże!) ruchomych schodów. Z torbami i plecakami, w temperaturze przekraczającej trzydzieści stopni. Jednak nie było wyjścia, co jak co, ale pociąg przecież nie poczeka...

Podczas, gdy biedni urlopowicze mimowolnie urozmaicali sobie wypad o nieoczekiwana zmianę peronów, reszta nerwowo spoglądała na tablicę odjazdów. Wiadome było bowiem, że taka zmiana czasu i miejsca przyjazdu jednego pociągu, niechybnie pociągnie za sobą dalsze roszady. Nagle ekran z rozkładem zgasł na kilka sekund, a na podróżnych padł blady strach. Jak szeroką i barwną paletę uczuć można było zaobserwować podczas tej krótkiej chwili. Od zdenerwowania, frustracji, rozpaczy i rezygnacji, po niekontrolowane wybuchy śmiechu i oczywiście, powszechne bluzgi.

Za chwilę wszystko było jasne. Znów odezwał się znienawidzony głos spikera a kolejni pasażerowie zaczęli się tłoczyć po wąskim pasażu. Jednak porównując to do schematu, jakim rządzi się PKP - Sami są sobie winni! Znając, choćby z grubsza sytuację na kolei, mogli wybrać inny środek transportu - są przecież tanie linie lotnicze, busy, no i oczywiście, kto w dzisiejszych czasach nie ma własnego auta! Ale nie, uparli się na biedną PKP, to teraz mają za swoje!

O ile dla przeciętnego Polaka taka strategia kolei wobec klienta jest całkowicie zrozumiała, to obcokrajowcy, odwiedzający nas w przyszłym roku na Euro, mogą odebrać to jednak jako uciążliwe niedogodności. Oczywiście, niech zachodnioeuropejska burżuazja nie lamentuje, w końcu oni nie maja na karku pięćdziesięciu lat komuny! Ale poważnie...

Nie będę więcej złorzeczył na nasze poczciwe, czasem spóźnione, ale zawsze urocze Koleje Mazowieckie.  


          Swoją drogą... Każdy z nas mógłby być z autorem rozdziału barwnej powieści o podróżnych PKP. Znalazłoby się w niej mnóstwo bohaterów w różnych sytuacjach, ale wielu z nich znalazłoby wspólny mianownik, czy to spóźnionego studenta, zmęczonego turysty, czy sfrustrowanego biznesmena. Powstałaby wówczas prawdziwa współczesna narodowa epopeja.

Dlatego zachęcam do komentowania i opowiadania o swoich przygodach z pociągami. Tak tu, na platformie Swoją drogą w portalu minskmaz.com, jak również na fejsbukowym profilu, „Kącik felietonowy SD". Tam możecie także zamieszczać zdjęcia i linki, a także dyskutować na tematy nie tylko kolejowe. Już teraz natomiast zapraszam na kolejny odcinek z cyklu Swoją drogą, tylko na minskmaz.com!  

Pozdrawiam!