Polacy zadymiarze
Oburzamy się łatwo i chętnie. Piętnujemy wszelkie odstępstwa od normy, bo automatycznie nas stawia to jako wzór wszelkich cnót. Nie byłoby w tym być nic złego, gdyby nie nasz wrodzony dewotyzm i skłonność do przesady. W efekcie coraz częściej oburzamy się dla samego oburzenia. Z nudów bądź dla rozrywki. Bo przecież nie ma to, jak dobra zadyma! A że tajemnicą nie jest, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy różne zdania - o zadymę wyjątkowo łatwo. Tylko potem ktoś musi ten bajzel posprzątać. Szybko - zanim rozpocznie się kolejna ustawka.
Euro 2012 wisi na włosku! Największa od dziesięcioleci szansa naszego kraju na rozwój i promocję zagrożona! - Taki złowieszczy przekaz płynie z mediów od ładnych paru dni. Nałożenie się doniesień o przerwaniu prac na podwarszawskim odcinku autostrady A2 i wykryciu szeregu niedoróbek na Stadionie Narodowym uruchomiło zawsze skorą do krytyki grupę zadymiarzy. Ci z kolei, podchwycając temat, zaraz twórczo go rozwinęli.
Chińczycy pouciekali z A2, a „Narodowy" okazuje się być konstrukcyjnym bublem!
Mało tego, Niemcy już zacierają ręce żeby sprzątnąć nam mistrzostwa z przed nosa, a gdy to się niechybnie stanie, w atmosferze wstydu i kompromitacji poleci wiele ważnych głów. - Co nam pozostaje? Płacz i zgrzytanie zębów. Aha, nie licząc kilkuset kilometrów autostrad i paru porządnych stadionów, które, gdyby nie Euro, nie powstałyby w ciągu co najmniej dekady. Ale zaraz, cicho! To przecież nie sprzyja zadymie...
Zadymy są z reguły widowiskowe, więc gdzie tylko wywiąże się większa pyskówka, zaraz pojawiają się media. Problem, że w pogoni za sensacją, z czasem one same stały się prowodyrem wielu awantur. Pamiętamy słynne „kontrolowane" przecieki informacyjne, podsłuchy, czy kontrowersyjne śledztwa dziennikarskie, mające na celu nie tle coś wyjaśnić, co jeszcze bardziej zamieszać.
Co prawda, gdyby nie te prowokacje, nie doszłoby do ujawnienia wielu nieprawidłowości na najwyższych szczeblach władzy, jak choćby słynna Rywingate. Jednak ośmieleni sukcesem afery, która wstrząsnęła całym politycznym światkiem, dziennikarze, wyciągali kolejne rewelacje, które okazywały się na ogół wielkimi niewypałami. Swoje medialne zadanie wykonywały natomiast znakomicie - przykuwały uwagę opinii publicznej na całe tygodnie, skutecznie podnosząc słupki oglądalności i sprzedaży.
Afera żyła, póki budziła zainteresowanie, a to kończyło się zazwyczaj z chwilą trafienia danej sprawy do sądu. Tam, w magiczny sposób przestawała istnieć medialnie. Należało więc rozkręcić nową...
W taki sposób - od zadymy do zadymy, zaczęło toczyć się życie przestrzeni publicznej.
W ferworze walki, nikogo nie dziwi gdy komuś nagle puszczają nerwy. Tak więc w sytuacji permanentnej zadymy, język sporu stale się zaostrzał. Doceniane cytowaniem w wieczornych serwisach, uszczypliwe docinki i sarkastyczne komentarze, na stałe weszły do repertuaru tak polityków jak i dziennikarzy. Powszechne stały się wypowiedzi silnie nacechowane emocjonalnie, agresywne i coraz mniej merytoryczne. Jak podczas kibolskiej ustawki - nie ważne co, byle głośno i obelżywie.
Z czasem, programy publicystyczne zaczęły przypominać spotkania przedstawicieli dwóch wrogich sobie drużyn, które momentami zapominały, o co się kłócą. Chęć rozpętania zadymy brała górę nad zdrowym rozsądkiem. Punktem zapalnym mogło być cokolwiek. „Skandale", „afery" czy „kompromitacje" słyszymy zatem co krok, bo tego typu hasła najchętniej wyłapują łase na sensacje media, które najpierw rzecz nagłaśniają, a potem pytają, o co chodzi. Grunt, że igrzyska trwają w najlepsze.
Dlaczego więc tak piętnujemy kiboli za stadionowe burdy, skoro to samo wyprawia się niemal co dzień w naszym życiu publicznym? Nie bronię tu, absolutnie, bandyckich rozbojów pod przykrywką imprezy sportowej - to rzecz zasługująca tylko na potępienie, jednak równie mocno sprzeciwiam się zadymom „w białych rękawiczkach" pod szyldem uprawiania polityki. Te drugie bowiem, odwracają uwagę od realnych problemów państwa, na rzecz kolejnych tanich aferek. A po co komu politycy i media, które zamiast problemy rozwiązywać, całą energię tracą na wynajdywanie nowych?
Swoją drogą... O Euro niech nas głowa nie boli. Nawet jeśli A2 nie będzie gotowa, to impreza się odbędzie, tyle, że trochę wstyd, a co gorsze korki, na które złorzeczenia usłyszeć będzie można w kilkunastu językach. A „Narodowy" ma wady? No i bardzo dobrze - niech ma! Skoro już jest narodowy, to niech nasz naród odzwierciedla sprawiedliwie. Dużo gorsze, niż iluzoryczna groźba odebrania nam mistrzostw przez Niemców, czy inną wredną francę, wydaję się być utrzymanie w życiu publicznym stanu niezwykle szkodliwego stanu niekończącej się zadymy.
Jak zawsze zachęcam do odwiedzania fejsbukowego profilu „SD". Możecie tam komentować i dyskutować na tematy nie tylko polityczne. Już teraz zapraszam też na kolejny odcinek z cyklu Swoją drogą, jedynie na portalu minskmaz.com!
Pozdrawiam!