Stand-uperzy z Wiejskiej
Powodzenie dowcipu zależy od kilku czynników: musi być w miarę krótki, jasny w przekazie i mieć zaskakującą, szokującą lub w niektórych przypadkach, wulgarną puentę. Dużo zależy od opowiadającego. Często spotykam ludzi, którzy każdy żart zaczynają od zdania „Obym tylko nie spalił..." co, zresztą, najczęściej niezwłocznie czynią. Najlepsi opowiadacze brylują w towarzystwie i są uwielbiani przez przyjaciół. Z tej rzadkiej umiejętności opowiadania dowcipów i anegdot wywodzi się sztuka, zwana z angielska stand-upem. Stand-uperzy to elita kabaretu. Pojedynczy człowiek, bez śmiesznego stroju i zwierzątek skaczących przez płonącą obręcz - sam, a mimo to potrafi doprowadzić publiczność do euforii. Nic dziwnego, że każdy chce nim być. Ale czy każdy powinien?
Skąd ten przydługi wstęp? Coraz częściej mam wrażenie, że niektórzy politycy minęli się z powołaniem... Współczesne społeczeństwo wymaga od polityka wygłaszana nietuzinkowych, kontrowersyjnych, złośliwych, lub, jak kto woli - medialnych wypowiedzi. Polityk przestał być urzędnikiem, musiał stać się celebrytą, zwierzęciem medialnym, zgrabnie poruszającym się wśród ciętych pytań dziennikarzy. Bez tego ani rusz, nie ma szans na setkę w wieczornym dzienniku czy cytowania przez portale internetowe, a taka absencja w mediach, to dla niektórych prawdziwa klęska.
Źle, dobrze - ważne, żeby się mówiło, jak artysta, który niczym powietrza potrzebuje oklasków.
Słowo „artysta", nie znalazło się tu przez przypadek, niektórzy politycy bowiem, swoje gwiazdorstwo podnieśli do poziomu sztuki. Nie brakuje też do tego miana usilnie pretendujących. Podczas znakomitego spektaklu, pod tytułem „Debata na temat kolei" na pierwszy plan niespodziewanie wysunęła się postać dotąd niezauważona. Obdarzony wyrafinowanym poczuciem humoru i niezwykłym talentem oratorskim, poseł Szczepański, jak z rękawa sypał porównaniami dzisiejszej sytuacji w PKP do anegdot z filmów Barei, wprawiając tym salę w szampański humor. Rola anegdociarza, najwyraźniej spodobała się posłowi, który nie spoczął na laurach i podczas kolejnego aktu sejmowego spektaklu wzbogacił swój występ o zabawne gadżety.
Tego typu sztuczki, to wyższa szkoła jazdy, zarezerwowana dla starych wyjadaczy, choćby posłów Cymańskiego, czy Kalisza. Dla początkujących, występ z rekwizytem może być wyzwaniem ponad siły. Oficjalny krawat z logiem chińskich szybkich kolei - prezent dla premiera, okazał się być tylko tajwańską podróbką. Podarunek zrobił błyskotliwą, ale bardzo krótką karierę i nie odbił się szerokim echem, pomijając krótkie reportaże z końcówek serwisów informacyjnych. Nie mniej jednak o pośle Szczepańskim nagle zaczęto mówić w kontekście sejmowej pierwszej ligi, czy to znaczy, że ów parlamentarzysta nagle zaczął być dużo lepszym politykiem?
W przypadku Janusza z Biłgoraja, nie ma mowy o amatorszczyźnie. To raczej przykład znakomitego showmana, który dziwnym zbiegiem okoliczności znalazł się w polityce. Ex-poseł jest sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem, a efekty jego pracy, to w większości doskonale wyreżyserowane przedstawienia medialne. Jednak odkąd zaczął pracować na własny rachunek, coraz częściej podwija mu się noga. Zaczęło się jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy z butą opuścił macierzystą partię, planując polityczny przewrót. Widowisko związane z powołaniem do życia autorskiego ugrupowania śledziła cała Polska. Miał być wielki wybuch, a skończyło się na kapiszonie. Gala godna wręczenia Oskarów - zaproszeni goście, światła i muzyka, a mimo to, żadnego ciągu dalszego. Aż do grudnia, na kiedy poseł zapowiedział zrzeczenie się ,swojego mandatu poselskiego. Znów miało być zaskakująco, okazale a tu? Bum! Taki psikus - do Polski nagle przyjechał Miedwiediew. Janusz z Biłgoraja nie mógł sobie pozwolić, by ta wizyta przyćmiła jego szlachetny gest. Postanowił więc go trochę odłożyć. Zwlekał długo, do zeszłego tygodnia, kiedy zdecydował się oddać mandat na aukcję WOŚP. Gest jak najbardziej godny pochwały, ale forma w jakiej to się odbyło, pozostawia pewien niesmak. Wreszcie, ostatni niewybuch pana Palikota - sensacyjny transfer. Zapowiedziany w cieszącym się prestiżem i popularnością programie Moniki Olejnik, rozbudził ciekawość i wyobraźnie komentatorów. Pojawiały się nazwiska Ryszarda Kalisza, Kazimierza Kutza, czy Mirosława Drzewieckiego, a obdarzeni większym poczuciem humoru dopatrywali się Jarosława Gowina, a nawet Romana Giertycha.
Przedstawienie nowego członka ruchu Palikota odbyło się w jakiejś obskurnej bramie, która, jak się potem okazało, była wejściem do warszawskiej siedziby PO. Jaki był w tym zamysł? Może któryś z prominentnych działaczy Platformy, zamienił ciepłe ławy sejmowe i poszedł w polityczną partyzantkę? Nic z tych rzeczy. Nowym nabytkiem ruchu, okazał się Piotr Tymochowicz - specjalista od marketingu i wizerunku politycznego. Tym większe zdziwienie budziło niechlujnie wybrane miejsce i forma konferencji prasowej. Człowiek, który wypromował Andrzeja Leppera, zapowiedział, że jako znawca PR, będzie demaskował socjotechniczne zabiegi rządu, oraz... I tu transmisja konferencji nagle się urwała. Przygniotła ją bowiem wiadomość, że następnego dnia opublikowany zostanie rosyjski raport z katastrofy smoleńskiej. O Palikocie i Tymochowiczu wszyscy zapomnieli, ot, niefart.
Posłowi Szczepańskiemu brak jeszcze doświadczenia, Palikotowi wyczucia czasu i smaku. Obu panów łączy za to jedno - są politycznymi stand-uperami. Ludźmi, których lubimy, bo przyjemnie, bądź śmiesznie się ich ogląda w telewizji. A praca? Ustawy? Tym niech zajmują się inni, którzy nie są na łasce mediów, bo nie mają daru płodzenia złotych myśli.
Swoja drogą... Wina za tego typu stan rzeczy, leży zazwyczaj po środku. Między klasą polityczna, a społeczeństwem. W tym miejscu, znajdują się media. One kreują postacie, jak poseł Ryszard Czarnecki - dyżurny komentator w sprawach... każdych. Na antenę zapraszane są osoby, których kontrowersyjne wypowiedzi mogą być wałkowane przez innych, w równie ciętych komentarzach, a te, przez następnych i tak dalej...
Maszyna info-rozrywki kręci się w najlepsze.
Jak zawsze, czekam na Wasze opinie i komentarze! Na facebookowym profilu „Swoją drogą..." możecie zamieszczać ciekawe informacje, zdjęcia, filmy, bądź linki. Zapraszam także do dyskusji, na tematy nie tylko polityczne. Ze swej strony, jak zwykle, będę starał się wyławiać sprawy dla Was ważne i przedstawiać je w niekonwencjonalnej formie, w kolejnych felietonach z cyklu „Swoja drogą..." Do zobaczenia, tylko na portalu minskmaz.com!
Pozdrawiam!