Zaloguj

swoją drogą

 

Noworoczne dylematy (2011-01-04)


Noworoczne dylematy


          Nowy rok - nowe otwarcie. Lepsze? Oby. Po doświadczeniach roku 2010, chciałoby się powiedzieć, że gorzej być nie może. U progu nowego, zawsze szukamy zmian. Stąd nasze pobożne noworoczne postanowienie, które biorą się z przemyśleń i podsumowań, nasuwających się wraz z końcem roku i częstego wrażenia, że nic nie osiągnęliśmy. Dlatego są one pełne pięknych haseł i mocnych postanowień.  Próbujemy nadrobić zaległości, tworząc ogromną listę wyzwań na nowy rok. Tyle, że przy takim systemie znów niewiele może z tego wyjść.

          Wszystko rozpoczyna się jeszcze podczas Świąt. Z założenia, to radosny czas spędzony w ciepłej i miłej atmosferze. W wielu przypadkach bywa jednak zupełnie inaczej. Paradoksalnie, w tym okresie dochodzi do największej liczby spięć i kłótni wśród najbliższych. Podczas świątecznego, wielogodzinnego współegzystowania, wychodzą na jaw dawno skrywane niesnaski, niedomówienia i antypatie. Podły nastrój, jaki potrafią wywołać u nas najbliżsi w połączeniu z charakterystycznym dla końcówki roku, czasem podsumowań wpędza nas w nostalgiczny, dekadencki humor.  

          Po kilku dniach z emocjonalnego dołka wydostaje nas wizja zbliżającego się Sylwestra i Nowego Roku. To szansa na oczyszczenie, pozamykanie starych spraw i wejście w nowy rozdział życia z czystym kontem. Jesteśmy zdeterminowani do zmian i przekonani o ich powodzeniu, chcemy naprawić życie swoje i innych, bierzemy na siebie tyle, bo tak wiele chcemy i musimy osiągnąć. Im więcej wyzwań - tym więcej sukcesów! Ale sukces niestety, nie przychodzi od razu i okupiony jest zazwyczaj ciężką pracą. Stąd tak bolesne zderzenie naszych planów z rzeczywistością, które, tak się zabawnie składa, nachodzi podczas rekonwalescencji po hucznym witaniu Nowego Roku.

          Wówczas, musimy się zmagać z podwójnym kacem. O moralny ból głowy przyprawić może fakt, że już podczas sylwestrowej zabawy, na panewce spaliło kilka sztandarowych planów, a kolejne posypią się pewnie w ciągu następnych tygodni. Pozostaje tylko zawód i przeświadczenie, że świat ruszył do przodu, a my zostaliśmy w tyle. Jak sobie z tym poradzić? Co zrobić, żeby wyłamać się z nieubłaganych ram noworocznej sinusoidy nastrojów i co więcej - jak sprawić, aby nasze noworoczne postanowienia skutecznie wcielić w życie?         

  • Przestać palić "do piwa", poprawić sprawność fizyczną, być lepszym człowiekiem. - Rafi
  • Spełaniać swoje marzenia. - Ewelina
  • Postanowień nie robię, bo i tak ich nie realizuję. - Kamień
  • Jeszcze zeszłorocznych nie ogarnęłam! - Paulina 

 

          To próbka odpowiedzi na moją facebookową sondę, o noworocznych postanowieniach. Jak widać, część z nas uważa je jedynie za obraz własnych traum. Czy jednak szczęśliwsi są ci, którzy postanowień nie robią? Pozornie tak. W końcu, kiedy nie mamy zobowiązań, to nie ma czego spieprzyć. To jednak tylko wrażenie. Psychologowie uważają, że poczucie szczęścia, w dużej mierze zależy do poziomu spełnienia. Przykładowo: człowiek, który odziedziczył w spadku milion dolarów, przez resztę życia beztrosko go trwoniąc, nie będzie tak szczęśliwy jak ktoś, kto na ten sam milion zapracował. Podobnie, bardziej zadowolony z życia będzie człowiek pracujący na swoim, niż najemnik w korporacji. Jest to głęboko zakorzenione w naszej psychice. Dlatego dążenie do samorealizacji, znajduje się na samym szczycie piramidy ludzkich potrzeb.

Zabrzmi to banalnie, ale najlepszą receptą na powodzenie postanowień wydaję się być zasada złotego środka. Nie wymagajmy od siebie więcej, niż to realnie możliwe.

          Odnośmy małe zwycięstwa i cieszmy się z nich, po czym wyznaczajmy sobie bardziej ambitne cele. Może dzięki małym kroczkom uda się zajść dalej niż przy pomocy jednego, spektakularnego skoku? Skok może się nie powieść i będzie katastrofa, rozbite kolano, czy skręcona kostka, a to uniemożliwi i zniechęci do dalszej podróży. Kroczek to zawsze kroczek - nawet w przypadku fiaska nie przekreśla  to wszystkiego i pozwala na łatwiejszy powrót na z góry obraną ścieżkę.


          Swoją drogą... Z postanowieniami noworocznymi jak ze wszystkim - trzeba uważać. Nawet najbardziej błahe wybory mogą obrócić się przeciwko nam. Tylko od naszej samodyscypliny zależy, czy kroczki, które sobie ustalimy, doprowadzą nas do końcowego sukcesu. Łatwo przecież można wpaść w pułapkę mieszanki rutyny i lenistwa, w efekcie czego - zamiast samodoskonalenia, obrać drogę, jak w pewnym gorzkim dowcipie:

Moje postanowienia:

  • 2007 - Przeczytam w tym roku 20 wartościowych książek
  • 2008 - Przeczytam w tym roku 10 wartościowych książek
  • 2009 - Przeczytam w tym roku 5 książek
  • 2010 - Dokończę wreszcie tę krzyżówkę

          Jak zawsze czekam na Wasze opinie i komentarze! Zachęcam do wspólnej dyskusji na facebookowym koncie „Swoją drogą...". Oprócz wymiany poglądów, możecie tam zamieszczać ciekawe filmy, zdjęcia oraz linki, które w zabawny i nietuzinkowy sposób komentują naszą rzeczywistość. Oprócz tego dostępny jestem pod stałymi adresami mejlowymi: mi_golebiowski@wp.pl oraz m.golebiowski@minskmaz.pl.

Do zobaczenia za tydzień, w kolejnym odcinku „Swoją drogą..." tylko na portalu minskmaz.com!

 

 Pozdrawiam!  


P.S.

Gratulacje dla facebookowego profilu portalu minskmaz.com, który zgromadził grono tysiąca fanów!