Ekstraklasa polityczna
Życie jest jak kebab - bywa ostre, a wtedy trudno jest je przełknąć. Niektórzy mają łatwiej, ci, którzy potrafią dobierać sobie składniki w taki sposób, żeby ich życie było pełne smaku, a przy tym lekkostrawne. Są też tacy, którym udaje się wszystko, bez kolejki dostają zawsze to, czego chcą, nierzadko z dodatkowymi bonusami. Patrzą na biednych kolejkowych czekaczy z poczuciem wyższości i litością. Tacy przebojowi ludzie osiągają, co zamierzą, nie boją się zmieniać świata, są przekonani, że wszystko im się uda, dążą do postępu, o takich po latach czytamy w książkach i podręcznikach. Ci drudzy, zostają politykami.
Nie ma we współczesnej Polsce czegoś takiego, jak elity polityczne - zauważył prof. Tomasz Nałęcz w jednym z wywiadów. Sprawa dotyczyła porównania dokonań dwudziestu lat niepodległości odzyskanej w 1918r, oraz tej wywalczonej po upadku komunizmu. Nic dziwnego, w czasach II Rzeczypospolitej, kwestia prowadzenia państwa leżała głównie w rękach arystokratów, ludzi zamożnych i wykształconych, którym zależało na utrzymaniu młodego państwa w niezwykle trudnych zamętach dziejowych. Dziś sprawa przedstawia się inaczej. Polityka od lat łączy się z wielkimi pieniędzmi, a te przyciągają zachłannych, zakompleksionych karierowiczów. Główną motywacją takich ludzi idąc do polityki, było pragnienie władzy, oraz pokazanie środowisku, z którego się wywodzili, jak wysoko potrafili zajść. Nic dziwnego zatem, że tacy politycy zajęci są głównie sobą, a ogólnie pojęte dobro państwa schodzi na dalszy plan.
Jakim cudem doszło do tego, że Ludwik Dorn, w praktyce niemalże wrócił do PiS? Przecież po tych wszystkich cierpkich słowach, wymianie osobistych obelg, trudno uwierzyć, że prezes Jarosław dla dobra przyszłej współpracy, nagle rzucił wszystko w niepamięć. Takiej bajki, to chyba sam poseł Ludwik by nie wymyślił. Chodzi tu o sprawę znacznie bardziej prozaiczną. W świetle przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, zawisło nad posłem Dornem widmo niepewnej reelekcji. Jakkolwiek, nazywany kiedyś „trzecim bliźniakiem", w ostatnich wyborach, startując jeszcze z list PiS, otrzymał wynik całkiem przyzwoity, to teraz, jako parlamentarzysta niezależny, ale przede wszystkim, już nie tak medialny, przestraszył się wizji powrotu do zarabiania na życie tłumaczeniem wierszy i książek sensacyjnych.
Sytuacja wygląda, co najmniej dziwnie. Formalnie Ludwik Dorn, zawiązał z PiS porozumienie w kwestii przyszłych wyborów. Będzie, jak sam to określił „autonomicznym współpracownikiem". Co oznacza to enigmatyczne określenie? Autonomia posła Dorna polegać będzie na tym, że w przyszłych wyborach parlamentarnych będzie startował z list PiS, ale po ewentualnym uzyskaniu mandatu, zostanieposłem niezależnym, z klauzulą, że nie będzie występował w opozycji do tej partii. Trochę zagmatwane, ale ujmując rzecz najprościej, kryje się tu całkiem sprytny plan pozostania w ciepłych i dostatnich ławach sejmowych.
Zastanawiające jest tylko, co takiego sam trzeci bliźniak obiecał prezesowi, że ten, łaskawie, dał mu szansę na kolejne cztery lata politykierowania?
Dorn potrzebuje PiS, ale PiS już nie potrzebuje Dorna. Czy chodzi tu o nagły atak życzliwości prezesa Jarosława do dawnego politycznego przyjaciela, a może powrót niepokornego Ludwika ma w jakimś stopniu wypełnić coraz większą lukę, jaką w partii pozostawili banici z PJNu? Byłoby to podwójne upokorzenie dla posła, który w swojej bogatej karierze, dorobił się już takich przydomków, jak „krwawy", czy „żelazny". Nie dość, że ze strachu przed utratą mandatu posła, postanowił wrócić na do szefa, którego nazywał bezwzględnym sułtanem, to w dodatku teraz będzie musiał zostać jednym z jego najwierniejszych eunuchów.
Tym bardziej zaskakujące, że Dorn jest człowiekiem inteligentnym, doskonale znającym prezesa Jarosława. Wie zatem, że prezes znakomicie radzi sobie z niepokornymi współpracownikami, odsyłając ich ostatecznie w polityczny niebyt, tymczasem niezależny Ludwik woli to, od perspektywy pożegnania się z gmachem przy Wiejskiej. Szkoda, że dla tak ważnego aktora, jakim kiedyś na scenie politycznej był Ludwik Dorn, ważniejsze było, aby nie stracić sejmowej diety, przez co dał się zdegradować do roli autonomicznego współpracownika - cokolwiek to by nie miało znaczyć.
Swoją drogą... Można ubolewać nad poziomem naszych dzisiejszych politycznych elit, ale sami nie jesteśmy tu do końca bez winy. Co cztery lata mamy wpływ na to, kto wejdzie do politycznej ekstraklasy. Samym politykom należałoby też życzyć, żeby nie zapominali, że wchodząc do tego elitarnego grona, nie nabywają automatycznie prawa do posiadania świętej racji, a mandat parlamentarzysty, jest służbą wobec społeczeństwa.
To chyba powoli zbliżające się święta wywołały u mnie klimat takich pobożnych życzeń... Ale jak wiadomo, święta, to czas cudów!
Jak zwykle namawiam do żywej dyskusji na tematy nie tylko polityczne! Od kilku dni możecie robić to w prostszy i przyjemniejszy sposób. Zapraszam na oficjalny Facebookowy profil „Swoja drogą..." gdzie możecie zamieszczać nie tylko swoje komentarze, uwagi i propozycje tematów, które są dla Was ważne, ale również ciekawe zdjęcia i filmy, które w trafny i zabawny sposób przedstawiają naszą polską rzeczywistość. Z zadowoleniem mogę stwierdzić, że już w pierwszych godzinach funkcjonowania profilu, dołączyło do niego kilkanaście osób, z Robertem Kołakiem, którego obiecałem wyróżnić, na czele. W miarę wzrostu zainteresowania, powstanie również forum, gdzie wszyscy chętni będą mogli wymieniać swoje poglądy i wrażenia. Liczę na wasz szeroki udział! Zapraszam na http://www.facebook.com/pages/Kacik-felietonowy-SD/182398628441896?ref=sgm. Czekam również pod stałymi adresami mejlowymi: mi_golebiowski@wp.pl oraz m.golebiowski@minskmaz.pl.
Do zobaczenia za tydzień, tylko na minskmaz.com!
Pozdrawiam!