Zaloguj

swoją drogą

 

Gdybologie, gigantomanie i inne przypadłości (2010-11-23)


Gdybologie, gigantomanie i inne przypadłości

           Gdyby babcia miała wąsy, toby była dziadkiem - takie zdanie usłyszałem od mojej nauczycielki, jeszcze w podstawówce, gdy powiedziałem, że gdyby przerwa trwała pięć minut dłużej, to miałbym całą pracę domową. Ta oczywista oczywistość, chyba jednak nie była dość jasna dla rozsądnego i opanowanego zazwyczaj, prezesa Prawa i Sprawiedliwości. „Wybory to wyścig, nie zdobyłem pierwszego miejsca, więc przegrałem" - takie słowa wywarłyby znacznie większe wrażenie i spotkałby się prawdopodobnie z dużo większym uznaniem u politycznych oponentów, niż trącąca groteską, żenująca litania gdybań. A to, że „perfidna, zamierzona akcja", że złośliwe media i ich zmanipulowane sondaże, a to słabo eksponowani kandydaci, a w ogóle, to, że inne partie, i Bóg wie, co jeszcze... Lepiej niech nikt już nie próbuje nam wmawiać, że białe jest białe, a czarne jest czarne!

 

Słowo o ciszy

          Skoro wybory nazywane są świętem demokracji, to ciszę wyborczą, porównałbym do oczekiwania na pierwszą gwiazdkę. Wszyscy myślą tylko o rzuceniu się na obiecująco wyglądające świąteczne paczki, ale nikt o tym nie mówi, a napięcie, zdradzają jedynie wymownie rzucane nawzajem spojrzenia. Cały teatrzyk trwa, póki ktoś na niebie nie wypatrzy wyczekiwanego ciała niebieskiego. Jednak tak, jak w niewielu domach, praktykuje się nadal zwyczaj czekania na pierwszą gwiazdkę, tak i przepis o ciszy wyborczej, wydaję się być, co najmniej archaiczny. W dobie Internetu, niezwykle trudno jest wyegzekwować rzetelne przestrzeganie ciszy.

Zawsze znajdzie się jakiś nadgorliwy agitator, lub choćby forumowy troll, który dla zwykłego zgrywu, rozgoni ciszę na cztery wiatry.

          Są jednak sposoby, żeby skutecznie zmącić ciszę, nie mówiąc przy tym ani słowa. Bardzo podobały mi się sprytne zabiegi na fejsbukowych kontach kandydatów, które, nagle, właśnie w okresie ciszy, znacznie zwiększyły swoja aktywność. Dodawane masowo posty i linki, nie miały, rzecz jasna, w żadnym wypadku, charakteru politycznego, ale skutecznie nie pozwalały zapomnieć o nazwisku i wizerunku właściciela profilu.  

 

Wynik ciasny, ale własny                

          Zarzuca mi się czasem, że w swoich tekstach bywam stronniczy. Nie lubię PiSu, czy coś. Odpowiadam wówczas, że dla mnie, jako, bądź, co bądź obserwatora życia politycznego, to właśnie z okolic tamtego kręgu politycznego płynie najwięcej inspiracji, za co właśnie bardzo tych państwa lubię, i nie wstydzę się tego!                

          Bo jak tu nie lubić takiego pana posła Błaszczaka! Zdolny, a nader skromny. Chwali na lewo i prawo rząd PO za doskonały PR polityczny, a sam, w niesamowicie zgrabny i chyba tylko sobie wiadomy sposób potrafił dokonać analizy wyborów z której jasno wynikało że PiS odniósł wyraźne zwycięstwo w obliczu definitywnej klęski Platformy. I trudno się nie zgodzić, „To, że sondaże dawały PO jeszcze niedawno ponad czterdzieści procent, z których wyszło raptem niecałe trzydzieści dwa, jest niewątpliwie klęską tej partii (...) podczas gdy PiSowi prognozowano już poniżej dwudziestu, a wyszło niemal dwadzieścia cztery, co jest naszym sukcesem" - porażał nienaganną logiką przewodniczący klubu.

          Tak samo szczęśliwi ze swoich wyników byli przywódcy PSLu i Lewicy. Jak to dobrze oglądać, kiedy wszyscy w naszym kraju są zadowoleni z tego, co dostają, cieszmy się tym widokiem, bo nie jest to obrazek dość często spotykany.  Wynika z tego, że warto oczekiwać niewiele, bo dzięki temu można się pozytywnie rozczarować i przy tym odtrąbić sukces. Minimalizm znów w cenie - to coś nowego.  

 

Rio de Świebodzineiro

          Minimalizmem na pewno nie grzeszą w Świebodzinie, w Lubuskim. Miasteczko, jak ich wiele, wielkości połowy Mińska, zasłynęło w ostatnich dniach, wybudowaniem największego na świecie posągu Chrystusa, Króla Wszechświata. Wysoka na trzydzieści parę metrów, (tyle, co przeciętny maszt telefonii komórkowej) biała statua Jezusa z rozciągniętymi ramionami i złotą koroną, stanęła na kopcu w szczerym polu pod miastem. Wyglądem przywodzi na myśl znany monument Chrystusa Zbawiciela, górującego nad Rio de Janeiro. Miejscowy proboszcz postawił ją, za datki wiernych, aby ta strzegła miasto przed kataklizmami i całym złem świata.

Znane jest stwierdzenie, że wiara potrafi góry przenosić. Zawsze mnie zastanawiało jednak, czy nie można zostawić gór tam, gdzie im dobrze, a zaoszczędzoną energię wykorzystać w bardziej przydatny sposób...

          Innymi słowy, czy zamiast monumentalnej statuy, która, jednym może się nawet podobać innym niekoniecznie, nie można było postawić domu, dla ubogich, hospicjum, czy sierocińca? Nie twierdzę, że posąg, przedstawiający Boga, jest czymś złym, nie mniej jednak, jak trafnie wypowiedział się w tej kwestii jeden z duchownych „Posągi są dla ludzi, Bóg nie potrzebuje pomnika swojej wielkości". Tym bardziej, że statua ta, ma znacznie większe szanse stać się świecką atrakcją turystyczną, niż jakimkolwiek miejscem religijnego kultu. Człowiek, ponoć z natury potrzebuje widomego obiektu swojej wiary. Gorzej, gdy do tej potrzeby, dochodzi jeszcze gigantomania. Czy naprawdę wolimy żyć w cieniu monumentalnych pomników, do których moglibyśmy słać swoje modły o dobro na świecie, zamiast faktycznie realizować ten cel, poprzez rzetelną pracę?

          Swoją droga... Wiele osób, powiedziałby zapewne, że idąc tym tokiem myślenia, nie powstałyby piramidy, przepiękne bazyliki, katedry i inne dzieła naszej cywilizacji. Odpowiadam, że niewiarygodnym wyrazem pychy, jest już samo porównanie świebodzińskiego Chrystusa do piramidy Cheopsa, czy katedry w Chartres. Poza tym, nie można zapominać ile ludzkich istnień pochłonęło wybudowanie każdego z tych cudów architektury. Czy budowanie miejsc kultu Boga, który jako najwyższe dobro, stawia życie, jest warte jego poświęceń?

          Sporo wydarzyło się w minionym tygodniu, z natłoku informacji zdecydowałem się wyłowić te o gdybaniu, głośnej ciszy i gigantomanii. Nie mniej jednak, niezmiennie liczę na Waszą pomoc! Zachęcam do korespondencji, czekam pod stałymi adresami mejlowymi, mi_golebiowski@wp.pl, oraz m.golebiowski@minskmaz.com. Do zobaczenia za tydzień, jak co tydzień, niezmiennie w kąciku „Swoja drogą..." jedynie na portalu minskmaz.com!  

 

Pozdrawiam!