Sztuka tolerancji
Czym jest normalność? Bo już normalnie nie wiem. W dobie skrajnego indywidualizmu, modzie na wyrażanie siebie, na wychodzenie poza schematy, czy w ogóle opłaca się być jeszcze normalnym? Czy ukochani przez nas, telewizyjni celebryci, to ustatkowani domatorzy o ustalonym z góry planie dnia? Nie. Wolimy ekscytować się kolejnymi wybrykami produktów przemysłu telewizyjnego w stylu pani Rutowicz, lub zastanawiać się ile lat, za rok postanowi skończyć Krzysztof Ibisz. Lubimy oglądać ich na srebrnym ekranie, lub na kolorowych okładkach brukowców, ale czy już tak chętnie widzielibyśmy ich w roli sąsiadów, współpracowników, albo członków rodziny? Czy nadal, tak chętnie tolerowali byśmy ich nietuzinkowe osobowości?
Tolerancja, to bardzo modne ostatnio słowo, choć rodowód przecież ma bogaty. Należy mieć tu jednak na względzie pewien subtelny kontekst historyczny. Trzysta lat temu, tolerancyjny był dziedzic, który nie wychłostał chłopa, za to, że ten nie odrobił mu całej pańszczyzny. Tolerancyjny był Stalin w słynnej anegdocie, kiedy poproszony przez dziecko o cukierka, pogonił smarka, choć, jak relacjonowali później radzieccy komentatorzy „mógł zabić..."
Co dziś, w naszych super poprawnych czasach uchodzi za tolerancję, a co za jej brak?
Tolerancja wszechpolska
Z wielkim zaciekawieniem śledziłem relacje z ostatnich warszawskich demonstracji podczas Święta Niepodległości. To było niczym grecka tragedia - wiadomo, że pod koniec poleje się krew. Ale najlepsze i tak było oczekiwanie i towarzyszący mu dreszczyk emocji. W końcu w narodzie się zagotowało! W czterdziestomilionowym kraju, w sumie nieco ponad dwa (choć są tacy co twierdzą, że było dziesięć) tysiące ludzi nie wytrzymało, wzięło i zamanifestowało swoje poglądy. Jedni, z kręgów ONRu i młodzieży wszechpolskiej z hasłami narodowymi, drudzy z pod znaku Palikota i innych mniejszości seksualnych, z postulatami, jak sami je nazwali - antyfaszystowskimi. Nie zawiodłem się, draka była. Ale zupełnie inna, niż się spodziewałem. Co prawda nieliczne grupki jednych i drugich mierzyły się, nie tylko na poglądy, to jednak widok biednych wszechpolaków odprowadzanych pod eskortą policji, w obawie przed bandą hałaśliwych gejów i anarchistów, był obrazkiem, cytując popularna reklamę, bezcennym.
Role się odwróciły. Szykanowani dotąd homoseksualiści, poczuli się na tyle mocni, że postanowili pogonić wszechpolaków. Czyżby walczący o tolerancję, okazali się być hipokrytami?
Tak więc mam pierwszy przykład naszej osobliwej tolerancji! Na podstawie tych wydarzeń, można wysnuć wniosek, że narodowcy, stali się bardziej tolerancyjni, dlatego, że nie pobili zbyt wielu „antyfaszystów". Geje za to, pokazali swoje homofoniczne oblicze, nie pozwalając tym drugim spokojnie się wymanifestować. Cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Tolerancja prezesa
Mówi się, że w polityce nie ma miejsca na sentymenty, a czy znajdzie się chociaż mała szparka na tolerancję? W świetle ostatnich wydarzeń w łonie największej partii opozycyjnej, trudno o optymizm. Tolerancja dla poglądów odmiennych, od tych wyrażanych przez prezesa, wydaje się, delikatnie mówiąc, wąska. Pozwalający sobie na rewizjonizm, długo nie zagrzeją miejsca na swoich stołkach, a zastępowani będą niezwłocznie lepszymi (czytaj: wierniejszymi). Będący na aucie, odżegnywani są od czci i wiary, co z kolei automatycznie winduje ich akcje u wszystkich innych ugrupowań, które nagle odnajdują w sobie wielką, skrywaną do nich sympatię. Co najdziwniejsze, banici mimo brutalnego osierocenia, nadal wyrażają się o prezesie, niemal w samych superlatywach, jakby z nadzieją, że ten, przywróci ich do łask.
Prezes jednak jest nieomylny, jak ktoś sobie zasłużył, to ma! A właściwie nie ma - go już w partii. Nawet, jak w przypadku posłanki Jakubiak, nie wiadomo w sumie za co się oberwało, ale widocznie się należało, bo mogłaby nabroić w przyszłości, a tak, już nie ma jak. I po problemie. W końcu sami posłowie się o to prosili, nie wykazując odpowiedniej tolerancji dla zdania prezesa.
Tolerancja narodu
Całe szczęście, nasz naród nie jest tylko odzwierciedleniem dwóch nienawidzących się grupek robiących zadymę w centrum stolicy. Jak wynika z opublikowanych w tym tygodniu badań, prawie 80 procent z nas nie miała by nic przeciwko, gdyby naszym wójtem, burmistrzem, prezydentem, czy radnym, była osoba czarnoskóra. Mało tego, jak wyznał, pochodzący z Nigerii John Abraham Godson, członek rady miasta Łodzi, jego kolor skóry był dużym atutem podczas kampanii wyborczej, a na jego dyżurach w biurze, zawsze jest kolejka. Co ciekawe, wyższy wskaźnik tolerancji dla ewentualnych ciemnoskórych włodarzy, odnotowany został na prowincji, niż w większych miastach. Zatem do słów, jakie przed laty ułożył Krzysztof Skiba „Mój ojciec, Makumba, być królem wioski" dziś można śmiało dopisać „ jak ty chcesz być choć wójtem - przyjeżdżaj do Polski!"
Swoją drogą... Można jeszcze liczyć na normalność w dzisiejszych czasach. Jednak lepiej nie szukać jej wzorców w okienku telewizora. Ani nawiedzeni demonstranci, ani czołowi politycy nie wpajają nam bynajmniej tolerancji. A szkoda. Zdrowy rozsądek, na szczęście, wychodzi od nas, społeczeństwa. Przy sprzyjających wiatrach, trend ten, być może całkiem szybko złapią również nasze elity. Jak zwykle czekam na wasze mejle! Mile widziana jest każda krytyka, rada i pomysł. Dzieje się dużo, a w nawale informacji, wiele istotnych faktów może przejść niesłusznie niezauważonych. Piszcie, moje adresy, to jak zwykle mi_golebiowski@wp.pl oraz m.golebiowski@minskmaz.com, do zobaczenia, tylko na minskmaz.com!
Pozdrawiam!