Błazen królem?
Kto kogo wodzi za nos? Politycy media, czy na odwrót? Jedno jest pewne, w dzisiejszych czasach jedni bez drugich praktycznie nie istnieją. Nie mniej jednak, tak ci pierwsi, jak i drudzy działają „pod publikę" - czyli dla nas! Politycy robią wszystko, wedle zasady, „dobrze, źle - byle gadano", żeby brylować w rozmaitych telewizjach, a i sami dziennikarze, często prowokują polityków do wypowiadania, nie zawsze mądrych, ale za to nośnych wypowiedzi i sloganów. Wszystko to dla oglądalności, popularności, żeby nam się jak najbardziej przypodobać. Nie ma wielu okazji, żeby czuć się w naszym kraju prawdziwym suwerenem, jak teraz, podczas trwania kampanii wyborczej!
Zasady się zmieniły - to już jakby całkiem nowa gra. Główne założenia pozostały, bo w końcu chodzi o nasze małe społeczności. Od naszych lokalnych mężów stanu zależeć będzie, czy do pracy będziemy chodzić po równych chodnikach, przechadzać się po zadbanych skwerach i parkach, ile będziemy płacić za zaparkowanie samochodu, oraz gdzie i w ogóle czy będziemy mogli iść do kina czy na koncert. Jednak środków do osiągnięcia celu, dotarcia i przekonania do siebie wyborcy, mamy teraz o wiele więcej. Kto jeszcze cztery lata temu myślał o wykorzystaniu portali YouTube, czy Facebook do prowadzenia swojej kampanii? Teraz to podstawa. Filmikami, czy zaproszeniami do grup poparcia konkretnych działaczy samorządowych, zasypywani jesteśmy niczym spamem.
Dlatego trzeba się czymś wyróżnić, sprawić, żeby ktoś zainteresował się konkretną kandydaturą. Sprytni sztabowcy nie przebierają w pomysłach.
„Dla dobra naszej gminy nawet stanę na głowie!" - pisze witryna wyborcza kandydata na wójta jednej z gmin w województwie lubuskim. Sprytna gra słowna, ale czy pokrywa się z faktyczną zręcznością i koordynacją zainteresowanego? Przekonamy się, gdy ów kandydat zwycięży, a jego elektorat będzie potem domagał się dowodów... Inni uderzają w tony popkulturowe. „Może nie jestem Tap Madl, ale dam radę!" W taki sposób chce przekonać do siebie wyborców pewien kandydat na radnego. Co do pierwszej części hasła, zgadzam się w całej rozciągłości - na drodze do wygrania konkursu piękności i wdzięku, stanąć mogłaby ewidentna łysina i dość obfity zarost. Ale czy jak ktoś nie jest piękny, to od razu znaczy, że jest mądry? Ten pan jest przynajmniej na tyle mądry, żeby wiedzieć, że nie jest piękny, a to już coś. Nie mniej jednak, gratuluję sztabowcom poczucia humoru, a samemu kandydatowi, dystansu do siebie.
Są tacy, którzy dar auto kreacji mają we krwi i nie potrzebują nawet sztabu. Słynna w sieci stała się rozmowa z kandydatem na radnego Jaworzna, który na pytanie o rozwój sportowy młodzieży w mieście, odpowiedział zgrabne „Ja pier*ole, nie wiem!...", zupełnie przy tym nie wiedząc, że program nagrywany był na żywo. Wpadka ta, paradoksalnie przyczyniła się do ogromnej popularności kandydata Dawida Chełmeckiego, którego szanse dostania się do rady miasta wzrosły kilkukrotnie.
Rodzi się zatem pytanie, czy z wyborów samorządowych robi się znany z tych parlamentarnych i prezydenckich, pusty plebiscyt popularności?
Czy teraz wystarczy się wyróżniać z tłumu, być kontrowersyjnym, a przede wszystkim, zabawnym, żeby zostać politykiem? I my potem mamy czelność narzekać na poziom debaty publicznej... W dawnych czasach, w każdym miasteczku czy osadzie, istniała niepisana funkcja tak zwanego głupka wioskowego. Był to człowiek pochodzący nie koniecznie z wyżyn intelektualnych danego kręgu, ale za to zabawny i lubiany. Głupek występował na różnych festynach i zabawach, uwielbiał robić wokół siebie zamieszanie, dając jednocześnie rozrywkę gawiedzi. Tylko, że mimo ogólnej popularności, jaką cieszył się głupek wioskowy, nikt wówczas by nie dopuścił, żeby taki ktoś został ich burmistrzem.
Jest też druga strona medalu. Przykład nieszczęsnego kandydata z Jaworzna, każe myśleć, że dość już mamy w polityce sztucznego nadęcia i patosu. Ludzi posługujących się formułkami w stylu „nie posiadam wiedzy w tym zakresie" zamiast normalnego „nie wiem" i nieumiejących przyznać się do pomyłki. Ludzka strona polityki, przynajmniej w wymiarze lokalnym, może tu popłacić. W końcu, polityk - też człowiek i należy to pokazać w odpowiedzi na ciągłe, nieudolne próby budowania wizerunków kolejnych, pomnikowych mężów stanu.
Swoją drogą... Ktoś kiedyś słusznie zauważył że budynek naszego parlamentu przy ul. Wiejskiej, przypomina namiot cyrkowy. W takim razie już wiadomo, dlaczego ciągnie tam tak wielu wioskowych głupków. Jednak do wymiany obsady cyrku, musimy poczekać jeszcze cały rok. Teraz natomiast, mamy zadecydować o włodarzach naszego małego podwórka. Dlatego przy dokonywaniu wyboru, warto zastanowić się kilkakrotnie, czy osoba, która ma rozwiązywać nasze lokalne problemy, ma do zaoferowania coś więcej, niż tylko barwny plakat i chwytny slogan.
Jak zwykle zachęcam Was do żywej dyskusji! Nie tylko o polityce, choć w tym temacie w ostatnich dniach jest najgoręcej. Czekam na Wasze propozycje, przemyślenia, niebanalne spostrzeżenia, na inny, ciekawy punkt widzenia, zarówno na rzeczy ważne, jak i te całkiem trywialne. Moje stałe adresy, to niezmiennie mi_golebiowski@wp.pl, oraz m.golebiowski@minskmaz.com. Do zobaczenia już za tydzień, w kolejnym odcinku „Swoją drogą..." na minskmaz.com!
Pozdrawiam!