Zaloguj

swoją drogą

 

Podróbki i prowizorki (2010-11-02)


Podróbki i prowizorki


           Mamy listopad. Tak przynajmniej wynika z kalendarza, bo to, co widać za oknem,  kłóci się z naszym ogólnym wyobrażeniem co do tego miesiąca. Listopad, to listopad - ta nazwa zobowiązuje! Słota, wiatr i deszcz ze śniegiem, zapomniana czapka, katar, ból reumatyczny, zwolnienie z pracy i przyjemny wieczór w ciepłym domu z chusteczkami higienicznymi i gorącym lekiem z saszetki o smaku miodowo - cytrynowym. A tu? Piętnaście stopni, słońce i pojedyncze jasne chmurki na bezkresnym błękicie. Uśmiechnięci ludzie w wiosennych kurteczkach spacerujący z rodzinami po żółto - czerwonych parkach. Coś tu nie gra! Oddajcie nam listopad!

          Nie tylko w pogodzie mamy ostatnio do czynienia z podróbkami i prowizorką. Weźmy nasze ostatnie narodowe przepraszanie. Pan prezydent Komorowski przeprosił wszystkich od wszystkich za wszystko, i myśli że sprawa załatwiona. Prowizorka pełną gębą!  Prezes Jarosław uznał to wątpliwe ukorzenie się głowy państwa za policzek, a jako wzorowy chrześcijanin, natychmiast nadstawił drugi. Kolejnego ciosu jednak się nie doczekał. Na uroczystości pogrzebowej zamordowanego członka PiS w Łodzi, prezydent, nie pofatygował do Jarosława i jego świty z symbolicznym „znakiem pokoju", nie chcąc zapewne, swoimi perfidnymi przeprosinami, dalej znieważać imienia prezesa. Obaj panowie zdawał się dosłownie nie zauważać. Jak w przedszkolu, gdy ktoś zalazł nam za skórę, ostentacyjnie go ignorowaliśmy, zabierając nasze łopatki i wiaderka w drugi kąt piaskownicy. Szkoda tylko, że podobny, podwórkowy savoir vivre jest tak silnym elementem naszej sceny politycznej.

O tym, że politycy starają się nam wciskać kit, wiedziałem od dawna, ale fakt, że się z tym całkowicie nie kryją, to już nowość.

          Rozkręciła się nam przecież kampania samorządowa! Oznacza to, że niemal wszystkie słupy, przystanki, ogrodzenia i mury w okolicy przyozdobią się w uśmiechnięte, wizjonerskie twarze lokalnych polityków. Na jednym z takich plakatów (nazwiska i partii nie zdradzę) spotkałem się z hasłem: „Kreatywność i Tradycja" Z wrodzoną sobie złośliwością, skróciłem to, do zgrabnego „KiT". Być może nie ma tu mowy o lekkomyślnej prowizorce, tylko jest to efekt zamierzony, w końcu PR polityczny, to obecnie najprężniej rozwijająca się gałąź w branży medialnej. Na pana „Kita" co prawda raczej bym nie zagłosował, nie mniej jednak, dzięki chwytnemu sloganowi, na długo zapadnie mi w pamięci.

O innej podróbce, lub, jak to się modnie ostatnio mówi „marnym substytucie", dowiedziałem się z Waszych mejli:

           „Wracam z zajęć, myślę sobie, przejdę się Krakowskim, nie spieszy mi się...  Trasa mojego spaceru przebiegała obok Pałacu Prezydenckiego. Wczoraj postawiono tam drugi krzyż(...)  stała tam grupka starszych pań, każda w ręku miała krzyż opleciony różańcem. Widok tak naprawdę, porównując sytuacje do wcześniejszych, wcale nie robiący mocnego wrażenia. Ale... po głębszym zastanowieniu się... kurcze to się nie skończyło, to nadal trwa! Karnawał nienawiści i złości, zawłaszczanie symboli, przymusowa polaryzacja społeczeństwa. Musisz się opowiedzieć za którąś ze "stron mocy". Ale te kobiety były przykładem czegoś innego. Jak obrzydliwe jest instrumentalne traktowanie wiary i w końcu jak obrzydliwa jest deprecjacja patrioty, jeżeli nie przyjmujesz i nie akceptujesz pewnych postaw.(...) Jeszcze smutniejszy jest fakt, że człowiek obwinia media o stronniczość, sam mając za plecami medialne imperium."

Robert K.


          Tak więc usytuowanie podróbki harcerskiego krzyża, postawionego w hołdzie ofiarom tragedii smoleńskiej, zdaje się podgrzewać, już dawno pozamiataną zadymę pod Pałacem Prezydenckim. Media przestały ekscytować się przepychankami na Krakowskim, które, de facto, na mocy porozumień z prezydentem, kościołem i rodzinami ofiar, zostały przecież zakończone. Nie mniej jednak, pokłady skrajnych ludzkich emocji, gotujących się tuż pod powierzchnią względnego spokoju pozostały. I muszą mieć gdzieś upust. Lepiej już sobie pokrzyczeć przy kolejnych krzyżach pod Pałacem, niż sięgać po broń i wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Tym bardziej, że idzie zima, a bez ciepła telewizyjnych lamp, niejednemu na pewno odechce się manifestowania swoich poglądów, i tych politycznych i religijnych.

          Swoją drogą... Był już wyrób czekolado podobny, demokracja ludowa i dresy z czterema paskami od Wietnamczyka ze stadionu. Podróbkę łatwo rozpoznać, może wyglądać podobnie, ale w praktyce nie będziemy mieć z niej wielkiego pożytku. Sedno sprawy tkwi bowiem w jakości, gdy przepraszamy na pokaz, nasza skrucha zdaje się być fałszywa, kiedy nie traktujemy poważnie naszego elektoratu, z wyborów samorządowych robi się żydowski jarmark, a krzyż... Eh... krzyż niech lepiej stoi w kościele. W innym przypadku, każde zbite ze sobą pod kątem prostym deski, będą bastionem obrońców wiary, przed fałszywymi, bluźnierczymi liberałami.

          Jak zwykle, zachęcam Was do współtworzenia „Swoją drogą...". Czekam na Wasze mejle z opiniami, komentarzami, sugestiami i poradami. Kontakt do mnie złapiecie niezmiennie pod adresami mi_golebiowski@wp.pl oraz m.golebiowski@minskmaz.com. Cieszy mnie, że coraz częściej zdobywacie się na odwagę i piszecie, dzięki czemu mogę poruszać tematy bliższe Waszym sprawom.   A już za tydzień kolejny, zaskakujący, jak raport hazardowej komisji śledczej, zabawny, jak dowcipy posła Kalisza i pikantny jak sos do kebabu, odcinek z serii „Swoją drogą..." tylko na portalu minskmaz.com!


Pozdrawiam!