Zwierzęta gubią się z różnych powodów. Może to być panika, w...
Na stronie głównej popularnego serwisu z "ciętymi ripostami" mistrzowie.org pojawił się...
Pokaz offowych filmów animowanych oraz wystawa prac mińskich artystów złożyły się...
4:0 Mazovia Mińsk Mazowiecki wygrała z Victorią Kałuszyn w sobotnim derby...
Małgorzata Gutowska-Adamczyk, pisarka pochodząca z Mińska, święci w tej chwili prawdziwy triumf swoją "Cukiernią Pod Amorem". W październiku ukazał się drugi tom powieści, opowiadającej dzieje cukierni z małego miasta, które wielu czytelników uważa za literacki obraz Mińska. Wywiad z Autorką przeprowadził Maciej Wnuk, uczeń Gimnazjum Nr 2
![]() |
| Małgorzata Gutowska-Adamczyk |
Jak wygląda Pani praca? Jeśli miałaby Pani określić ją w kilku słowach, to co by Pani powiedziała?
Że to harówka podobna do rąbania węgla albo: poszukiwanie drogi na bezdrożu. Mo że brzmi dziwnie, ale tak widzę moją pracę. Nie jest to absolutnie podążanie prostą drogą od początku do końca książki. To wyrąbywanie maczetą drogi, którą najpierw idę ja, a za mną ma podążyć czytelnik.
Skoro ta praca jest tak ciężka, to czy nie ma Pani czasem chęci spróbować czegoś innego?
Po pierwsze: dla mnie jest już za późno na zmianę zawodu. Po drugie: kto powiedział, że będzie łatwo? Po trzecie: rzeczy, które przychodzą łatwo, nie dają satysfakcji .
Wydaje się, że praca pisarza jest bardzo przyjemna. Zazwyczaj kojarzy się w siedzeniem w domu, popijaniem ciepłej herbatki i pisania. To prawda?
No właśnie... Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Czy jednak zamieniłabym to, co robię, na inną pracę? Raczej nie.
Czy mogłaby Pani wymienić kilka zalet i wad pracy pisarza?
To, co dla jednego człowieka będzie zaletą, dla innego może być wadą. Kontakt z książkami i konieczność stałego dokształcania się, mnie wydają się fantastyczne, innych mogłyby przerażać. Samodzielność , jaką się ma w tej pracy, nie musi odpowiadać ludziom, którzy mają problemy z samokontrolą i motywowaniem się oraz takim, którzy wolą pracę w zespole. Zdecydowaną wadą jest fakt, że tej pracy, jak wszystkiego, co należy do dziedziny sztuki, nie sposób ocenić obiektywnie, a artyści wystawiają się na ocenę z chwilą rozpoczęcia uprawiania zawodu. Jeśli ktoś ma problem z przyjmowaniem krytyki, będzie mu trudno. Problematyczna jest też samodzielność finansowa. Niełatwo się z zawodów artystycznych utrzymać.
Czy zdarza się w Pani życiu, że nie ma Pani kompletnie „humoru" na pisanie? Zdania się nie kleją, brak weny itp.?
To się zdarza codziennie! Generalnie nie wierzę w wenę, tylko w codzienne ślęczenie nad tekstem. Gdybym czekała na natchnienie, mogłabym się go nigdy nie doczekać. Zabrzmi to okropnie, ale rezultaty daje tylko codzienny, uporczywy trud. Nic nie przychodzi łatwo.
Na spotkaniach wydaje się być Pani bardzo spokojną i opanowaną. Według mnie te cechy należałoby przypisać większości pisarzom. Tak mi się kojarzą. Wiodą beztroskie, spokojne życie. Tymczasem dowiedziałem się, że Pani zainteresowaniami są sporty ekstremalne i perkusja. Jak to więc jest?
Nie uprawiam sportów ekstremalnych, ani nie gram na perkusji to był żart związany z promocją powieści „220 linii" i ciągnie się za mną już cztery lata, bo wszyscy weń święcie wierzą. Natomiast ja oczywiście jestem osobą spokojną na spotkaniach, ale czy w życiu?...
Czy jako pisarka, podnosi sobie Pani poprzeczkę?
Inaczej nie byłoby zabawy. Każda nowa rzecz jest wyzwaniem i próbą pokonania własnej niemocy.
Jakie czynności sprawiają Pani przyjemność?
Gotowanie i uprawianie ogrodu, czytanie i spacer z psami.
Wcześniej Pani mówiła, że zawód pisarki jest bardzo ciężki. Udaje się Pani zawsze znaleźć czas na te przyjemności, czy bywają chwilę, kiedy musi się Pani czegoś wyrzekać na rzecz książki?
Bez przerwy muszę się czegoś wyrzekać, przede wszystkim spotkań z przyjaciółmi. Wydawca daje mi coraz krótsze terminy, co powoduje, że poza obowiązkami domowymi i pisaniem, prawie wcale nie mam wolnego czasu. Ostatnio zrezygnowałam nawet z uprawiania tai-chi.
Traktowała Pani tai chi jako formę odstresowania i uspokojenia, czy raczej uprawiała je Pani dla przyjemności?
Do przyjemności mi jeszcze daleko, albowiem jestem na razie nowicjuszką. Uprawianie tai chi to dobry sposób na całkowite wyłączenie się. Jeśli wykonuje się ciąg nie można myśleć o czymkolwiek innym.
Czy czuję się Pani spełnionym człowiekiem?
Absolutnie.
Jakie książki Pani lubi czytać? Ma Pani swoich ulubionych autorów?
Czytuję wspomnienia, bo są pełne prawdy o życiu, literaturę piękną, książki historyczne, ale nie mam swoich ulubionych autorów, lubię dawać szansę nowym nazwiskom.
Była Pani kiedyś nauczycielką w mińskim liceum. Czy sądzi Pani, że szkoła jest w stanie przygotować do tego, aby zostać pisarzem?
Nie. Szkoła przygotowuje przede wszystkim, do zdawania egzaminów. To duży błąd, bo człowiek kończy edukację w wieku dwudziestu paru lat, a prawdziwe życie wtedy dopiero się zaczyna. Dobrze byłoby, gdyby szkoła dawała uczniowi narzędzia, którymi mógłby posługiwać się w dorosłym życiu. Tymczasem każe mu się w mechaniczny sposób wkuwać wiedzę, którą on i tak wkrótce zapomni. Szkoła według mnie w zbyt małym stopniu kładzie nacisk na moralność uczniów, kreowanie postaw prospołecznych i patriotyzm. To ważniejsze od wzorów i regułek, które często są kompletnie bezużyteczne w życiu. Nie uczy się też myślenia, posługiwania się słowem w mowie i piśmie. To wszystko jest oczywiście w programach, ale nie ma czasu, by ćwiczyć, czyli sprawdzać i poprawiać, a tylko ćwiczenie czyni mistrza.
Na czerwcowym spotkaniu, podsumowującym projekt „Moje miasto" potępiła Pani zadawanie uczniom takich prac jak „Charakterystyka porównawcza Cześnika i Rejenta". Może to Pani rozwinąć?
Tak, jak ja nie lubię pisać, Wy też nie lubicie. Pisanie wypracowań rzadko komu wychodzi, rzadko kogo bawi. Dlatego uczniowie chcą sobie ułatwić sprawę i ściągają z zeszytów poprzedników albo z sieci, gdzie aż się roi od tego typu prac. Zadawanie standardowych tematów świadczy o zerowej kreatywności nauczyciela. Takie wypracowania pisze się prawie od stu lat! W dodatku Wasze pokolenie czytając „Zemstę", niewiele z niej rozumie, bo świat opisywany przez Fredrę całkowicie odszedł w zapomnienie. Nie obchodzi Was, a tym samym nudzi. Chcecie więc machnąć pracę domową i mieć spokój. Lista lektur jest anachroniczna. Przeczytane książki powinny Wam ułatwiać poruszanie się we współczesnym świecie, a uczą jedynie patrzenia wstecz. To dobre dla ludzi dojrzałych, młodych może jedynie odstręczyć od lektur, ucząc, jak odrobić pracę domową przy wykorzystaniu cudzej pracy. Ściąganie jest wysoce niemoralne, nieukarane rodzi w uczniu przekonanie, że warto tak postępować, bo się zwyczajnie opłaca. Jestem temu stanowczo przeciwna!
Skoro szkoła nie może przygotować do bycia pisarzem, to jak udało się Pani wybić ponad ten "poziom przeciętności"?
Jest tylko jeden sposób: bardzo chcieć i podporządkować wszystko obranemu celowi. Inaczej niczego się nie osiągnie.
Więc jak to było u Pani w szkole? Buntowała się Pani i nie pisała takich wypracowań?
Pisałam, a jakże. Kiedy chodzimy do szkoły powinniśmy wykonywać polecenia nauczycieli. Jest to jednak też czas na czytanie, a bez czytania nie zostaje się pisarzem.