21°C

30
Powietrze
Dobre powietrze.
Zaczerpnij tchu!

PM1: 14.18
PM25: 18.14 (72,56%)
PM10: 23.61 (47,22%)
Temperatura: 21.08°C
Ciśnienie: 1010.19 hPa
Wilgotność: 52.32%

Dane z 25.05.2019 18:05, airly.pl


facebook

Forum

Zanim był chrzest

154 postów
mińsk maz Postów: 542
skiper
mińsk maz, postów: 542
Piątek, 1 marca 2019 17:31:47
-1
+1 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Dzieci ich będą roztrzaskane w ich oczach, ich domy będą splądrowane, a żony – zgwałcone. (…) Wszyscy chłopcy będą roztrzaskani, dziewczynki zmiażdżone. Nad noworodkami się nie ulitują, ich oko nie przepuści także niemowlętom”


Prorok, czy co?
Jakbym czytał o Wołyniu,
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Piątek, 1 marca 2019 18:14:18
+1
+2 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
sam widzisz jacy okrutni mogą być chrześcijanie i ci z jednej i drugiej strony-zapewne ich Bóg tego chciał gdyż przecież wszystko w rekach waszego Boga
mińsk maz Postów: 542
skiper
mińsk maz, postów: 542
Piątek, 1 marca 2019 18:21:21
-1
+1 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
ci z jednej i drugiej strony


Oficer prowadzący wypłaci ci ekstra kasę.

co do
waszego Boga


to tylko on wie, czy jestem wierzący..
Post edytowany
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Niedziela, 17 marca 2019 12:14:02
0
+1 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
teraz możemy z dumą patrzeć na słomę w swoich butach
Już wiadomo skąd pochodzą Polacy! Jesteśmy potomkami potężnego ludu, twórców starożytnych cywilizacji
https://nczas.com/2018/03/19/juz-wiadomo-skad-pochodza-polacy-jestesmy-potomkami-poteznego-ludu-tworcow-starozytnych-cywilizacji/?fbclid=IwAR1nbmB_5lO8_CYklwQuAqsWhk9qgVVTS1d5gND6c0iyKpUQcVaa_a_XQzo

Załączone materiały graficzne widoczne są dla zalogowanych użytkowników
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Wtorek, 9 kwietnia 2019 19:42:27
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Ta teoria, choć sformułowana prawie dwie dekady temu, wciąż rozpala wyobraźnię. Według cenionego archeologa 70 lat po przyjęciu chrztu przez Mieszka wrocławianie odrzucili chrześcijaństwo i zbudowali okazałą świątynię ku czci dawnych bogów. Czy tak było naprawdę?

Wykopaliska na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu przeprowadzono już na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Udało się wtedy odkryć relikty tajemniczej budowli pochodzącej z czasów pierwszych Piastów.

Budynek był długi na niespełna osiem metrów i szeroki na prawie cztery. Wyróżniał się rozmiarem i konstrukcją. Przy jego budowie wykorzystano dranice, a więc deski uzyskane w efekcie rozłupywania, nie zaś przecinania pnia. Co więcej miał dwa pomieszczenia, a nie jedno, jak w typowych domostwach tej epoki. Wewnątrz odnaleziono pozostałości jedwabnych tkanin i złotogłowia. Wszystko to skłoniło odkrywczynię konstrukcji, Elżbietę Ostrowską, do stwierdzenia, że pełniła ona „funkcję specjalną”.

W połowie ubiegłego wieku niewiele więcej można było powiedzieć. O budynku na dobrą sprawę zapomniano, aż do przełomu stuleci. Wtedy to jedna z odnalezionych w nim desek została na nowo przebadana przy użyciu metody dendrochronologicznej – a więc niezwykle precyzyjnego i dopiero niedawno upowszechnionego sposobu datowania w oparciu o słoje drewna.

Nowatorska technika pozwoliła wykazać, że dranica została ścięta na przełomie lat 1032 i 1033. A tym samym: że to najprawdopodobniej wtedy powstała „specjalna” budowla.

Ślad po buncie i po wierze przodków

Sławomir Moździoch, jeden z najbardziej wpływowych śląskich archeologów, wysunął w oparciu o nowe datowanie prawdziwie rewolucyjną teorię. Stwierdził, że tajemnicza konstrukcja była w rzeczywistości pogańską świątynią.

Miano ją zbudować w latach tak zwanej „reakcji”, a więc zmasowanego buntu przeciwko Kościołowi i władzy, znanego ze źródeł pisanych. Bunt ten, w oparciu o dzieło czeskiego kronikarza Kosmasa oraz o ruską Powieść minionych lat wielu badaczy lokuje właśnie około roku 1032.

Poza zbieżnością dat prof. Moździoch zwrócił uwagę na luksusowe tkaniny: uznał je za „pozostałość zasłon oddzielających przestrzeń sakralną od przedsionka”. Dranice skojarzyły mu się z kolei ze świątynią pogańską w Gross Raden w Meklemburgii, odkrytą w latach 70. XX wieku i uchodzącą za sztandarowy przykład słowiańskiego budownictwa sakralnego. Tam wykorzystano podobny element konstrukcyjny, przez co rzeźbione dranice zaczęły był traktowane jako swoisty wyznacznik budowli kultowych.

Co więcej naukowiec wspomniał o ofiarach zakładzinowych, które zauważono już podczas wykopalisk prowadzonych sześćdziesiąt lat temu. „W pobliżu belki fundamentowej, w rogu południowo-zachodnim znaleziono czaszkę końską” – wyjaśniał prof. Moździoch w jednej ze swoich prac. Z kolei pod węgłem południowo-zachodnim i pośrodku ściany południowej pod fundamentem budowniczowie umieścili naczynia, zapewne zawierające ofiary „o charakterze magicznym”.

Wszystkie te argumenty, ale zwłaszcza data uzyskana dzięki nowych badaniom, dały podstawy hipotezie. Potem zaś: niemalże zupełnemu przekonaniu. O ile w 2000 roku prof. Moździoch pisał o pewnej koncepcji, o tyle po kilku latach nie miał już żadnych wątpliwości co do tego, że wrocławski budynek musiał być świątynią. Z jego istnienia wyciągał zresztą daleko posunięte wnioski co do zdarzeń politycznych tej epoki.

Za nim poszli inni badacze, a pogańska świątynia na dobre zadomowiła się w pracach naukowych. Niekoniecznie słusznie.

Wątpliwie analogie, niepewne daty

Od kilku lat interpretację budynku jako świątyni kwestionuje inny wpływowy badacz, dr hab. Dariusz A. Sikorski z Poznania. Nie chodzi mu nawet o obalenie teorii, ale o wskazanie, że ma ona wątłe podstawy, a wiele argumentów autora da się łatwo podważyć. Tym samym uczciwość naukowa nakazuje ostrożność, sceptycyzm i… zaproponowanie innych rozwiązań.

Data reakcji pogańskiej nie może rozstrzygać o funkcji budynku, bo ani nie jest ona powszechnie akceptowana, ani nawet sam fakt wybuchu zaburzeń antychrześcijańskich nie jest pewny. W ostatnich latach pojawiają się raczej głosy wskazujące, że „reakcja” miała charakter bardziej antypaństwowy niż antyreligijny. I że jeśli była wymierzona w przedstawicieli Kościoła, to głównie z tego względu, że ci uchodzili za reprezentantów księcia.

Wątpliwości musi budzić także analogia z Gross Raden. Ta świątynia urosła do rangi symbolu, głównie jednak dlatego, że została zrekonstruowana, że stanowi atrakcję turystyczną, a prasa chętnie reprodukowała jej rysunki. Środowisko naukowe nie jest jednak wcale pewne, że w Gross Raden… w ogóle stała jakaś świątynia.

Odkrywca obiektu, Ewald Schuldt, z rozmysłem utrudniał dostęp do wyników badań, jego rekonstrukcja została w znacznym stopniu oparta na fantazji, a w swoich hipotezach pomylił się o ponad sto lat. Twierdził, że świątynia powstała w połowie IX wieku. Dzisiaj wiadomo już, że budynek pochodził dopiero z końca wieku X. I że za obiekt sakralny został uznany głównie z uwagi na swoją „nietypowość”, a nie na jakiekolwiek twarde dowody.

Wielu badaczy wygłaszało i wygłasza opinie, wedle których „towarzyszące obiektowi [w Gross Raden] zabytki oraz ich układ świadczą raczej o świeckim przeznaczeniu budynku”. Jeśli zaś Gross Raden niekoniecznie było świątynią, to trudno uznawać za nią budynek z Wrocławia, tylko dlatego, że być trochę podobny…

Jeśli nie świątynia to co?

Swoje obiekcje Dariusz A. Sikorski wyrażał już na kartach kilku prac naukowych. Teraz może się z nimi zapoznać także zwyczajny miłośnik historii.

Nakładem Wydawnictwa Poznańskiego ukazała się popularnonaukowa książka „Religie dawnych Słowian”. Na jej kartach autor zaproponował alternatywne wyjaśnienie roli wrocławskiego budynku. Wprawdzie niepotwierdzone, ale też – nie mniej prawdopodobne od hipotezy świątynnej. Jak pisze Dariusz Sikorski:

Żaden z argumentów z osobna ani wszystkie łącznie nie są wystarczające, aby widzieć w tym budynku świątynię pogańskich Słowian. Jego cechy da się wyjaśnić bez odwoływania się do domniemanej funkcji sakralnej. Jeśli przyjmiemy, że budynek był siedzibą miejscowego wodza, który po rozpadzie centralnej władzy Piastów wykroił jej kawałek dla siebie, to mógł własną pozycję chcieć zaznaczyć odmiennym, bardziej przyozdobionym budynkiem.

Bogatsze wyposażenie w siedzibie „księcia” również nie dziwi. Wprawdzie obiekt różni się od innych domów mieszkalnych, jednak są w nim ślady użytkowania obce znanym nam opisom przedchrześcijańskich świątyń Słowian, np. resztki paleniska w narożniku izby określonej mianem przedsionka. Pozostałości po ofierze zakładzinowej i praktykach magicznych są natomiast spotykane także w obiektach, które z pewnością nie pełniły funkcji świątynnej.

Jak więc widzimy proponowana interpretacja świątynna budynku nie jest oczywista.
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2018/10/07/czy-we-wroclawiu-naprawde-odnaleziono-poganska-swiatynie-z-czasow-rebelii-przeciw-chrzescijanstwu/
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Piątek, 12 kwietnia 2019 23:00:15
0
+1 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Ekstatyczne pochody, wykastrowani kapłani. Święty seks pod piramidami i rytualne morderstwa. Brzmi, jak fabuła kiepskiego horroru? Tak kiedyś oddawano cześć bogom i boginiom. W końcu każdy bóg może zażądać dowolnej ofiary…

Jak zawsze wszystkie pozycje w rankingu TOP10 zostały oparte na publikowanych przez nas artykułach. Tym razem wybraliśmy 10 tekstów przedstawiających barbarzyńskie, brutalne i niecodzienne aspekty niektórych religii i wierzeń.

9. Orgia w imię boże

Bachanalia były starożytnymi uroczystościami na cześć boga Bachusa. Pierwotnie pochodzące z Grecji, były okazją, by pogardzana „słaba płeć” mogła się wykrzyczeć. Kobiety naśladowały wtedy mityczne nimfy z orszaku Bachusa, a do historii przeszły jako menady, bachantki.

Rzymianie posunęli się już o krok dalej. Kult Bachusa rozpowszechniał się bardzo szybko, a w misteriach uczestniczyły i kobiety, i mężczyźni. Wesołe bachanalia zamieniły się w orgie, które przez swoje rozmiary i wydźwięk społeczny zainteresowały sam dwór cesarski (przeczytaj więcej na ten temat).

8. Kult tylko dla kastratów

Kybele – frygijska bogini, opiekunka ziemi, wiosny i urodzaju wymagała sporej ofiary od swoich wyznawców. Przystąpienie do tej grupy religijnej wymuszało na przyszłych kapłanach pozbycie się jąder. Podczas ceremonii ku czci bogini, kandydaci na kapłanów w przypływie rytmicznej i głośnej muzyki połączonej pewnie jeszcze ze sporą dawką środków odurzających, wykonywali ekstatyczny taniec. Kiedy fala religijnego szału sięgała zenitu, dokonywali samookaleczenia, a leżące na ziemi jądra użyźniały krwią glebę. Nie był to jedyny kult wywyższający kastratów, ale z pewnością najsłynniejszy (przeczytaj więcej na ten temat).

7. Sąsiad w roli prosiaka ofiarnego

Mordowanie ludzi podczas obrzędów religijnych było chlebem powszednim dla starożytnych ludów Europy i basenu Morza Śródziemnego. Bo jak inaczej przebłagać bogów, niż upuszczając trochę ludzkiej krwi? Z takiego założenia wychodzili Celtowie. Niektóre plemiona budowały ogromne kukły, które wypełniały żywymi ludźmi, a następnie podpalały ku uciesze bogów. Tak przynajmniej twierdził nie do końca bezstronny Juliusz Cezar (przeczytaj więcej na ten temat).

6. Najbardziej krwawi bogowie Mezoameryki

Rozebranego i związanego jeńca wrzucano do ogniska, gdzie przez chwilę piekł się żywcem. Tak wyglądał obrzęd składania ofiary ku czci azteckiego boga ognia Xihuatecuhtli. A nie był on jedynym krwiożerczym bóstwem. Xipe Totec – bóg wiosny wymagał ofiary z jeńca, który odznaczył się walecznością na polu bitwy. Ci dwaj, to tylko góra lodowa azteckiej jatki, która tak przeraziła konkwistadorów (przeczytaj więcej na ten temat).

5. Kanibalizm z rozmodlonym szacunkiem

Zjawisko kanibalizmu tkwi bardzo głęboko w ludzkiej psychice i kulturze. Jego przejawy odnajdujemy w mitach, legendach, a nawet w bajkach dla dzieci. W pewnych kręgach kulturowych kanibalizm był społecznie akceptowany. U Maorysów z Nowej Zelandii, czy australijskich Aborygenów z plemienia Wonkonguru pożarcie ciała stanowiło wyraz najwyższego szacunku dla zmarłego (przeczytaj więcej na ten temat).

4. Święte haremy Egiptu

Starożytni Egipcjanie nie znali pojęcia wstydu takiego jak dziś. Nic dziwnego, że w społeczeństwie o takich obyczajach prostytucja kwitła jak nigdzie indziej. A na jej straży stała… religia. W starożytnym Egipcie funkcjonowały na przykład haremy świątynne. Organizowano je przy przybytkach Izydy, bogini płodności i Amona, boga urodzaju. Udający się do takiej świątyni pielgrzym mógł upiec dwie pieczenie na jednym rożnie: skorzystać z usług seksualnych „kapłanki”, a jednocześnie oddać cześć bogu. I to za darmo (przeczytaj więcej na ten temat).

3. Święte porno pod piramidami

Starożytni Egipcjanie mieli wyjątkowo swobodne podejście do seksu. Nie dajmy się jednak zwieść! Bogowie greccy i rzymscy także byli rozwiąźli. Tymczasem ich egipscy kuzyni, w tych kwestiach uważali się za stworzonych do wyższych celów. Oddawali się aktom miłosnym nie dla przyjemności, lecz w celach czysto użytkowych, by stworzyć, spłodzić, bądź upokorzyć adwersarza (przeczytaj więcej na ten temat).

2. Ofiary z dzieci lub czarna propaganda

„Takie ofiary ocaliły już wcześniej Kartaginę. Może odpowiedni dar zadowoliłby Baala Hammona?” Takie stwierdzenia nadal pokutują w literaturze historycznej. A dotyczą one rzekomych praktyk składania dzieci w ofierze przez mieszkańców starożytnej Kartaginy. Jednym z kartagińskich bóstw była bogini płodności – Tanit. To jej małżonkowi – Baalowi Hammonowi, bóstwu wegetacji składano ponoć ofiary z najmłodszych, choć kwestia ta budzi zażarte spory historyków i archeologów (przeczytaj więcej na ten temat).

1. Prusowie – Aztekowie Europy?

Na temat krwawych praktyk pogańskich Prusów rozpisywało się wielu dawnych autorów. Jedna z ostatnich nieschrystianizowanych grup średniowiecznej Europy, rozpalała wyobraźnie ówczesnych pisarzy. Prusowie mieli patroszyć wrogów, przebijali ich drzewcami i składali w ofierze. Gdy udawało im się wygrać bitwę, czy wojnę, wodzów pokonanych armii składali w ofierze swoim bogom. Jeżeli takowego nie było wśród jeńców (bo zginął albo uciekł), nieszczęśnika losowano. Spora cześć tej krwawej łaźni była jednak wymuszona przez kolejne, obce najazdy (przeczytaj więcej na ten temat).https://ciekawostkihistoryczne.pl/2018/06/23/najmroczniejsze-religie-w-dziejach-9-wyjatkowo-brutalnych-i-makabrycznych-systemow-wierzen/
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Niedziela, 14 kwietnia 2019 21:16:15
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Dzisiaj po raz pierwszy obchodzimy nowe święto narodowe - Święto Chrztu Polski. 22 lutego 2019 r. Sejm RP ustalił, że 14 kwietnia będziemy świętować rocznicę włączenia Polski w struktury Kościoła katolickiego. Jak podkreślili w ustawie ustanawiającej święto wnioskodawcy, chrzest Polski to "kluczowe wydarzenie w dziejach naszego narodu i państwa", które miało również "wymiar strategiczny i polityczny".

- Archeologia nie dostarcza absolutnie żadnych śladów szerszej działalności misyjnej Mieszka. Nie mamy żadnych przedmiotów związanych z liturgią czy budowli sakralnych poza samym Poznaniem. Do czasów Bolesława Chrobrego nie zmienia się nawet sposób grzebania zmarłych, czyli mieszkańcy ziem Mieszka w dalszym ciągu palą zwłoki. To wszystko świadczy o tym, że Mieszko prawdopodobnie włączył się do świata chrześcijańskiego, ale wyłącznie ze swoim najbliższym otoczeniem
http://a.msn.com/01/pl-pl/BBVVe5J?ocid=sf&fbclid=IwAR1ejWCpONr-xc5jdY1-0BhK6HbwTIU4J3ERL2Valt69GgnjQooTIzH2Qpo
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Wtorek, 16 kwietnia 2019 08:47:19
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
zastanawialiście się kiedyś dlaczego na tak zwane święta odbywa się cały sprzątaniowy wyścig z czasem? Obie moje ciotki postawiłyby dom na nowo, gdyby tylko miały taką opcję i gdyby jedna z nich nie była starsza niż ziemia na której on stoi (umiera odkąd pamiętam, czyli gdzieś 25 lat, nie może chodzić, schylać się, bolą ją nogi, ale na chacie ma czyściej niż na sali operacyjnej w szpitalu MSW, można jeść z podłogi, a do kościoła nagina szybciej niż typy do monopolu). No, to po co ten cyrk? Dla Zmartwychwstałego? Czy żeby teściowa podczas testu białej rękawiczki nie miała się do czego przyczepić, a kuzynka pochwaliła nowe firany? Ano, to raczej skutek, którego wyjaśnienie to już dziś domysł, tak zapomniano tutaj o pewnych tradycjach. Wszystko za sprawą wiosny właśnie, wyrzucania starego i zapraszania nowego: ludzie pozbywają się zimowych trosk, poprzyklejanych wraz z kurzem do ścian i ław zgryzot i bolączek, problemów związanych z trudnym czasem ciemności i chłodu. Miały długie mroczne miesiące na zadomowienie się w pajęczynach i ukrytych przed światłem kątach, zabunkrowanie się w ciężkich pierzynach. Kiedy słońce na dobre zapanowało nad światem a przyroda obudziła się do życia, otwierano więc okna i drzwi, wymiatano, myto, wytrzepywano, bielono: piece, ściany, by to co skostniałe i złe utraciło swoją moc i odeszło wraz z mrozem, zrobiwszy miejsce nowemu, zielonej nadziei rodzącego się życia, kiełkującej wszędzie wokół, otwierającej nowy obieg koła życia, jedynej sprawiedliwości i pewnemu elementowi świata.

No dobra, to teraz Uśmiercenie Judasza… na śląsku bardzo znane, w Wielkopolsce chyba też, nazwa sugeruje, że zabawa polega na tym, żeby po chrześcijańsku i miłosiernie za karę zepchnąć zdrajcę z wieży kościelnej lub innego miejsca z którego upadek raczej nie skończy się dobrze. Cała akcja przypomina jakieś misterium, które miało nauczać lud i działać na wyobraźnię, pokazywać co można a czego nie. Jednak już lata temu mądrzejsi ode mnie stwierdzili to, co i ja powtarzam przy okazji każdego niemal święta kościelnego: to nic innego jak adaptacja wierzeń pogańskich na katolicką modłę. Bystroń utrzymywał, że to po prostu kolejna forma niezbyt serdecznego żegnania zimy, pozbywania się tego co stare na rzecz świeżego, nowego, narodzonego, nadchodzącego, pozwalającego patrzeć przed siebie, zamiast wstecz. Nie wiadomo kiedy dokładnie odbywała się ta zabawa, jedni utrzymują, że w tak zwaną Wielką Środę, Kitowicz znów, że w Wielki Piątek.

Jeżeli Żyd jakowy niewiadomy tej ceremonii nawinął się im, porzuciwszy zmyślonego Judasza, prawdziwego Judę tak długo i szczerze kijami obkładali, póki się do jakiego domu nie salwował. Lecz i ta swawola chłopców w zwyczaj wprowadzona, jako pokrzywdzająca domy boskie, sługi kościelne i biednych Żydków, za wdaniem się w to szkolnych profesorów i rządców publicznych, pobywszy lat kilka nareszcie ustala. Zostały się chłopcom do zabawki grzechotki; te miały początek w Wielki Czwartek, a koniec w Wielką Sobotę; trwały przez ten czas, przez który Kościół nie używa dzwonów do dzwonienia, tylko klekotów do kołatania. Jak prędko na wieży kościelnej odezwała się klekota, chłopcy natychmiast nie omięszkali biegać po ulicach z swoimi grzechotkami, czyniąc nimi przykry hałas w uszach przechodzącym. Grzechotka było to narzędzie małe, drewniane, w którym deszczka cienka, obracając się na walcu, także drewnianym, pokarbowanym, przykry i donośny hałas czyniła. Im tężej ta deseczka była do walcu przystrojona, tym głośniejszy czyniła łoskot; jedni ją sami sobie robili, drudzy kupowali gotowe, kupami na rynku jak jaki towar od wieśniaków przedawane. Klekot kościelny wiele miał części podobnych do tego instrumentu, którym len chędożą, i był osadzony na kółkach jak taki, dla sposobności toczenia go po ulicy około kościoła dla oznajmienia ludowi czasu zbliżającego się nabożeństwa.

„W Wielką Środę po odprawionej jutrzni w kościele, która nazywa się ciemną jutrznią, dlatego iż za każdym psalmem odśpiewanym gaszą po jednej świecy, jest zwyczaj na znak tego zamieszania, które się stało w naturze przy męce Chrystusowej, że księża psałterzami uderzają kilka razy o ławki, robiąc mały tym sposobem łoskot (…), swawolni chłopcy naśladując księży pozbiegawszy się do kościoła z kijami, tłukli nimi o ławki z całej mocy czyniąc grzmot w kościele jak największy”. Po ciemnej jutrzni aż do mszy rezurekcyjnej milkły dzwony. Chłopcy biegali po wsiach i posługując się kołatkami/ tarapatami/, bębnami przypominali, że obowiązuje post. Nawiązywali do przepisów kościelnych i ostrzegali, że kto nie będzie w tym czasie pościł temu „kołatkami wybiją zęby”. Uderzali kijami w płoty i furtki nie wyłączając ogrodzenia kościelnego w celu wypędzenia diabła mogącego ukrywać się w opłotkach. Poszczono pamiętając, że „Chrystus za grzechy nasze był od Judasza wtenczas zaprzedany”. Na Górnym Śląsku chłopcy przebierali się dodatkowo za Judasza i diabła a pozostali w odwrócone do góry włosem kożuszki i chodzili od domu do domu chwaląc się, że schwytali Judasza zdrajcę, za co otrzymywali drobne datki”[1].

„W Wielki Piątek obdzieraliśmy z najbliższej stodoły lub szopy snopek, ten okrywaliśmy byle jakim łachmanem, szmatą, i wiązaliśmy na powrozku, a następnie wlokli go bijąc kijami na cmentarz. Tego bałwana nazywaliśmy Judaszem. Jeden z chłopców wchodził na wieżę kościelną i tego Judasza zrzucał z niej na ziemię. Tam czekała czerada chłopców, biła go kijami i prawie roztrzepawszy słomę na sieczkę, brała tę resztkę Judasza i topiła w najbliższej kałuży[2]”. Wszystko prawie tak samo jak z Marzanną. A że Judasz był dobrym kandydatem na kozła ofiarnego, no to na niego podmieniono pogańską boginię.

W niektórych dialektach języka chorwackiego Wielkanoc nazywa się Vuzem, Vazam – to słowo wywodzące się z korzenia „vzât” – wziąć, zabrać, przyjąć. Taka nazwa jest motywowana opozycją końca Wielkiego Postu do jego początku. N. I. Tołstoj uważał, że Zwiastowanie NMP, które jest jednym z czterech kluczowych punktów roku, odpowiada także równonocy wiosennej. W znakach i ceremoniach wielkanocnych są sceny i motywy charakterystyczne dla pogańskiego kalendarza obrzędowego związane z wiosną i wczesnym latem (pamiątkowe, ślubne, meteorologiczne, rolnicze i gospodarcze itp.). A.N. Afanasyje pisze o bardzo znanej w Galicji piosnce, która ewidentnie łączy pogańskie wierzenia z obchodami tak zwanej Wielkiej Nocy. Dawniej na wsiach w okresie Wielkanocy istniał również zwyczaj rzucania kapłanów i diakonów na ziemię po molebenie[3] w polu żyta lub lnu, aby „snopy były tak wysokie i ciężkie”, aby „by len urodził się wysoki i dobry”. Niedziela przed Wielkanocą w białoruskim Polesiu zachowano starożytne imię „Rusalnaya[4]”. To chyba nic innego jak „zapładnianie” ziemi i rytuały mające na celu zapewnić dobry plon – przerabialiśmy już to samo przy Dożynkach i „oraniu panną pola” :D. Może zamiary trochę inne, ale cel podobny, więc ten, nie ma co się śmiać.
http://babskiegusla.pl/2019/04/15/czemu-sprzatamy-na-swieta-judasz-tak-naprawde-byl-marzanna-czyli-znow-kradziejstwo-kk-i-rozne-takie/?fbclid=IwAR2UkxrGQ97oCw70dwGGVJdXI9R8EXviNra6GudIUpsisP3dq0UwkLdvnKc #
Post edytowany
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Czwartek, 18 kwietnia 2019 23:53:23
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Święta Wielkanocne są jednym z najważniejszych świąt chrześcijańskich upamiętniających zmartwychwstanie Chrystusa. Niebawem wiele Polaków siądzie przy tradycyjnym wielkanocnym stole, gdzie w rodzinnym gronie spożyję świąteczne śniadanie. Jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę, że większość obrzędów oraz zwyczajów wielkanocnych wywodzi się jeszcze z czasów pogańskich. Jak wygląda historia Wielkanocy? Skąd się wziął zajączek wielkanocny? Zapraszam do lektury.

Czas Świąt Wielkanocnych przypada na czas świąt wiosennych. Równonoc wiosenna od czasów pogańskich była symbolem zwycięstwa życia nad śmiercią, dobra nad złem, w chrześcijaństwie ma podobny wymiar zwycięstwa Chrystusa nad szatanem, zmartwychwstania i życia wiecznego nad śmiercią.

W starożytnej Babilonii ważnym był kult bogini Isztar. w mitologii mezopotamskiej była boginią wojny i miłości. Jej kult rozpowszechnił się szeroko na całym obszarze starożytnego Bliskiego Wschodu. W Kaananie, zwłaszcza na obszarze późniejszej Syrii i Fenicji, czczona była jako Asztarte – bogini miłości, płodności i wojny. To właśnie jej kult rozpowszechnił się wśród Izraelitów, i to z nim walczyli kapłani i prorocy hebrajskiego Jahwe.

Wśród Babilończyków, jajko było świętym symbolem. Wierzyli oni bowiem w starą legendę o jaju nadzwyczajnej wielkości, które spadło z księżyca do rzeki Eufrat. Według starożytnego mitu mężem bogini Isztar był bóg-pasterz Pewnego dnia Tammuz został zabity przez dzika. Isztar ogłosiła, że okres czterdziestu dni będzie czasem smutku każdego roku przed rocznicą śmierci Tammuza. W tym czasie nie wolno było spożywać mięsa. Z kolei na przełomie marca i kwietnia obchodzono co roku powrót/zmartwychwstanie Tammuza.
Święta Wielkanocne są jednym z najważniejszych świąt chrześcijańskich upamiętniających zmartwychwstanie Chrystusa. Niebawem wiele Polaków siądzie przy tradycyjnym wielkanocnym stole, gdzie w rodzinnym gronie spożyję świąteczne śniadanie. Jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę, że większość obrzędów oraz zwyczajów wielkanocnych wywodzi się jeszcze z czasów pogańskich. Jak wygląda historia Wielkanocy? Skąd się wziął zajączek wielkanocny? Zapraszam do lektury.

Czas Świąt Wielkanocnych przypada na czas świąt wiosennych. Równonoc wiosenna od czasów pogańskich była symbolem zwycięstwa życia nad śmiercią, dobra nad złem, w chrześcijaństwie ma podobny wymiar zwycięstwa Chrystusa nad szatanem, zmartwychwstania i życia wiecznego nad śmiercią.

W starożytnej Babilonii ważnym był kult bogini Isztar. w mitologii mezopotamskiej była boginią wojny i miłości. Jej kult rozpowszechnił się szeroko na całym obszarze starożytnego Bliskiego Wschodu. W Kaananie, zwłaszcza na obszarze późniejszej Syrii i Fenicji, czczona była jako Asztarte – bogini miłości, płodności i wojny. To właśnie jej kult rozpowszechnił się wśród Izraelitów, i to z nim walczyli kapłani i prorocy hebrajskiego Jahwe.

Wśród Babilończyków, jajko było świętym symbolem. Wierzyli oni bowiem w starą legendę o jaju nadzwyczajnej wielkości, które spadło z księżyca do rzeki Eufrat. Według starożytnego mitu mężem bogini Isztar był bóg-pasterz Pewnego dnia Tammuz został zabity przez dzika. Isztar ogłosiła, że okres czterdziestu dni będzie czasem smutku każdego roku przed rocznicą śmierci Tammuza. W tym czasie nie wolno było spożywać mięsa. Z kolei na przełomie marca i kwietnia obchodzono co roku powrót/zmartwychwstanie Tammuza.
W świecie antycznym Grecji na czas równonocy przypadała śmierć Adonisa, kochanka Afrodyty, który zginął rozszarpany przez dzika. Zrozpaczona bogini wybłagała u Zeusa by mógł wiosną powracać na ziemię. Ku czci Adonisa obchodzono tygodniowe święto Adonie, a jego obchody, rozłożone w dniach na czas śmierci, opłakiwania i zmartwychwstania, zdają się pierwowzorem obchodów Świąt Wielkanocnych. Jednym z symboli Adonii były „ogródki Adonisa”, naczynia w których wysiewano rośliny o szybkiej wegetacji, z nich wywodzi się wielkanocny zwyczaj wysiewania owsa czy rzeżuchy, w które wstawia się paschalnego baranka (ostrzyżonego baranka), symbol poświęcenia Chrystusa.

U Słowian na okres równonocy wiosennej wypadało Jare Gody zwane też Jarym Święte. Były jednym z najważniejszych wydarzeń dla Słowian, trwającym kilka dni. Jego celem było pożegnanie i przepędzenie resztek zimy oraz powitanie nadchodzącej wiosny niosącej nowe życie, a także zapewnienie sobie urodzaju w nowym roku wegetacyjnym.

Nierozerwalnie związany z tym świętem jest zwyczaj topienia Marzanny, która symbolizowała zimę. Jej pożegnanie miało zapowiadać zwycięstwo witalnych sił słońca nad mrokiem zimy, dając tym samym początek wiośnie, momentowi, w którym przyroda budzi się do życia.

W innych językach święto równonocy nazywano Ostern, lub Easter (skojarzenie od wschód, w sensie wschodu światła po mrokach nocy. Choć etymologię tej ostatniej nazwy przypisuje się również imieniu Eostre (Ostara), anglosaskiej i starogermańskiej bogini wiosny, świtu i płodności, władającej jednocześnie światem zmarłych. Legenda opowiada, że Ostara znalazła w śniegu rannego ptaka. Aby pomóc mu przetrwać zimę, zmieniła go w zająca.
Transformacja nie w pełni się udała, zającowi pozostała tęsknota za lataniem i zdolność znoszenia jajek, ale zdołał przeżyć zimę i z wdzięczności za ocalone życie ozdobił zniesione jajka, malując je na kolorowo i złożył bogini w ofierze. Bogini odwzajemniła się obdarowując go niezwykłą szybkością by nie tęsknił za skrzydłami, a zdolność znoszenia jajek ograniczyła. Od tej pory zając znosi jajka tylko raz do roku, w wigilię pierwszej pełni księżyca po wiosennym przesileniu, ale za to kolorowe.

W dniach święta Ostary pomalowane kolorowym barwnikiem jajka ofiarowywano sobie z życzeniami pomyślności. Jajko było też darem ofiarnym dla zmarłych, a zwyczaje ich barwienia wywodzą się ze starożytności. Wiosenne święta od zawsze kojarzyły się z nowym życiem i przesiąknięte kultem płodności w obrządkach zawierały jego elementy. Wyrażały radość życia doczesnego, jego żywiołowość i biologiczny wymiar.

Chrześcijańska Wielkanocy i Zmartwychwstanie Jezusa

Początkowo pierwsi chrześcijanie nie obchodzili Wielkanocy uznając to za święto pogańskie, ani Zmartwychwstania. Kościół Katolicki w ramach chrystianizacji zaadaptował wiele zwyczajów, m.in. skojarzył jajko ze zmartwychwstałym Jezusem. A pierwotna symbolika jajka wiązała z kultem płodności: budzeniem się przyrody i powstawaniem nowego życia.

Jednak termin obchodzenia Wielkanocy był i jest jeszcze niekiedy tematem trudnym. Dopiero podczas soboru nicejskiego w 325 roku ustalono, że będzie się ją obchodzić w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Ta skomplikowana zasada jest w istocie przełożeniem na solarny w swej naturze kalendarz juliański konkretnej daty 14 nisan z religijnego kalendarza hebrajskiego, który jest kalendarzem lunarno-solarnym. Data 14 nisan wyznacza w kalendarzu hebrajskim początek święta Paschy, wokół którego działy się wydarzenia zbawcze.

Wielkanoc jest więc świętem ruchomym: może wypaść najwcześniej 22 marca, zaś najpóźniej 25 kwietnia. Z datą Wielkanocy powiązany jest termin większości ruchomych świąt ogólnochrześcijańskich i katolickich, m.in.: Środa Popielcowa, wielki post, Triduum Paschalne, Wniebowstąpienie Pańskie, Zesłanie Ducha Świętego, Boże Ciało i inne. Po wprowadzeniu kalendarza gregoriańskiego znów pojawiły się odmienności: w prawosławiu Wielkanoc obchodzi się bowiem zgodnie z kalendarzem juliańskim.

W kościołach zachodnich Wielkanoc przypada w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca (tzw. paschalna pełnia Księżyca), przypadającej po 21 marca. Oznacza to, że Wielkanoc wypada pomiędzy 22 marca a 25 kwietnia (włącznie). Daty kościelnej pełni Księżyca zostały wyznaczone i stabelaryzowane w czasie Soboru Nicejskiego w 325 roku n.e. Kościelna pełnia Księżyca różni się od astronomicznej.

Wybór akurat takiej a nie innej pory roku na świętowanie nie jest przypadkowy. Wiosenne odradzanie się przyrody, budzenie się do życia roślin i zwierząt a przede wszystkim związane z tym święta pogańskie, żegnające śmierć i oddające cześć życiu to doskonały okres, by wkomponować śmierć i zmartwychwstanie Jezusa.

Symbolika Wielkiej Nocy oczywiście jest chrześcijańska, ale w swojej istocie nawiązuje do pogańskich i dawnych słowiańskich, prastarych wierzeń i praktyk. To przede wszystkim symbole związane ze śmiercią i odradzaniem się. Początkowo hierarchowie kościelni przeciwstawiali się włączaniu przedchrześcijańskich wierzeń, ale przyzwyczajenie do prastarych obrzędów była tak wielkie, że w końcu zaniechano walki i włączono pogańskie symbole w obyczaj świętowania Wielkanocy.

Są to między innymi, święconka, śniadanie wielkanocne, dzielenie się jajkiem, pisanki, czy śmigus dyngus. Malowanie jajek to oddawanie czci prasłowiańskiemu symbolowi życia, płodności i magicznej siły witalnej. Pisanka była szczególnym atrybutem obrzędów magicznych, mogących zapewnić zdrowie i siłę zarówno domownikom jak i zwierzętom gospodarczym. Siadając w niedzielę rano do pysznego śniadania pamiętajmy o tym co tak naprawdę znaczą zwyczaje, symbole i obrzędy wielkanocne.https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2016/03/26/wielkanoc-i-jej-poganskie-korzenia/?fbclid=IwAR2CJC9uLU1ABid1yLZE2ylzot06b1Gna3rKT72Dykorb5zkgzx1cM3Faxw
Mińsk Mazowiecki Postów: 350
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 350
Wtorek, 30 kwietnia 2019 20:49:32
+3
+3 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Gdy Żydzi wieszają kukły Hamana, to wszystko jest OK. Gdy Polacy wieszają kukłę Judasza, to afera na cały świat

Każda okazja do ataku na Polskę jest dobra. Wieszanie w jednej wiosce kukły Judasza - biblijnej postaci, która zdradziła Jezusa i przyczyniła się do jego śmierci - może być przedstawione jako znęcanie się nad kukłą Żyda i akt "antysemityzmu wyssanego z mlekiem matki". Światowy Kongres Żydów już zareagował wydając w tej sprawie specjalne oświadczenie. Gdy jednak ci sami Żydzi wieszają kukły Hamana - biblijnej postaci, przywódcy ludu Amalekitów, którzy zostali wymordowani przez Izraelitów - to wszystko jest OK. Jednak dość specyficzne dwójmyślenie.

http://niewygodne.info.pl/artykul9/04806-Kiedy-wieszanie-kukly-jest-OK-a-kiedy-nie.htm

https://www.youtube.com/watch?v=7fFtUxqT5O4
sześć stóp nad ziemią Postów: 2150
garbaty_anioł
sześć stóp nad ziemią, postów: 2150
Wtorek, 30 kwietnia 2019 21:30:14
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
jest jeszcze kilka innych płaszczyzn tego problemu. niestety Polacy jakby utracili kontrolę, tudzież poddali się woli innej siły - w tej kontrowersyjnej sprawie zamiast racjonalnie i głośno dawać odpowiedź faktami

ludzkość, umówmy się, jest w znacznej większości nie tyle głupia, co ogłupiana XD
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Sobota, 4 maja 2019 09:22:03
0
+1 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Kłamstwo 966 roku. Czy to Bolesław Chrobry ochrzcił Polskę?

Czytaj więcej na https://menway.interia.pl/historia/news-klamstwo-966-roku-czy-to-boleslaw-chrobry-ochrzcil-polske,nId,2946174?fbclid=IwAR0atFjmcl6bHW1xN7p2mIMjEvhg7DUDmwnFL2Za5G1oN1rpgVVb0S3IiM0#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
Słynne kroniki Galla Anonima i Wincentego Kadłubka mają niewielką wartość w odniesieniu do konwersji Piastów. Gall tworzył niemal sto pięćdziesiąt lat po tym, jak Dobrawa przybyła do Wielkopolski. W przypadku Kadłubka ten dystans czasowy jest nawet większy. Co poczciwy biskup mógł wiedzieć o wydarzeniach sprzed, bagatela, dwustu trzydziestu lat?

Z bliska o chrzcie Polski pisali tylko autorzy z Zachodu. Powszechnie znana jest relacja nienawidzącego Piastów biskupa Merseburga, Thietmara. Mało kto słyszał jednak o jego koledze po fachu - francuskim kronikarzu Adémarze z Chabannes. A szkoda, bo miał on do powiedzenia rzeczy naprawdę osobliwe.


Adémar tworzył swoją kronikę wprawdzie ponad tysiąc kilometrów od piastowskich granic, ale za to - niemal na bieżąco. W roku tysięcznym był już nastolatkiem, a do pisania zasiadł, jak się zdaje, jeszcze za życia Bolesława Chrobrego. Zajmował się co do zasady dziejami Franków, ale na marginesie opowieści przemycił też informację, że chrześcijaństwo przybyło do Polski... dopiero z Wojciechem i że to ten święty ochrzcił Bolesława.
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Sobota, 4 maja 2019 09:27:43
0
+1 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W 1030 r. było w Polsce arcybiskupstwo i trzy biskupstwa. Dziesięć lat później – tylko jedno biskupstwo. W katedrze w Gnieźnie mieszkały dzikie zwierzęta. We Wrocławiu wzniesiono pogańską świątynię... Dzięki naukowcom możemy wreszcie wywnioskować, co się wtedy stało.

O nawrocie pogaństwa napisano mnóstwo, ale popadano w dwie skrajności. Z jednej strony od czasów szkolnych tkwi w nas zbitka „966 rok – chrzest Polski”, a reakcja pogańska to tylko epizod. Z drugiej – snuto wizję chciwych duchownych zdzierających dziesięciny i kronikarzy zakonników fałszujących historię.

Przy okazji od czasu do czasu wyciąga się też postać Bolesława Zapomnianego – rzekomego władcy Polski i zwolennika pogaństwa, którego „za karę” usunięto z kart kronik. Ciekawa opowieść, szkoda, że niekoniecznie prawdziwa.

POLSKA CHRZEŚCIJAŃSKA, PEŁNA POGAN

W 1030 r. państwo Piastów nie było wcale pełne chrześcijan. Wprawdzie od chrztu Mieszka I upłynęły 64 lata, ale akcja misyjna szła jak po grudzie. Władca i jego otoczenie wyznawali chrześcijaństwo, założono arcybiskupstwo w Gnieźnie, powstały biskupstwa w Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu, ufundowano kilka klasztorów – i na tym koniec. Poganie nadal byli poganami, jednorazowe skropienie wodą przez biskupa niewiele zmieniało w ich życiu. „Lud przewrotny i nie całkiem chrześcijański” – tak mówiła o swoich poddanych polska królowa Rycheza, żona Mieszka II.

To nie były czasy, gdy księża jeździli po wioskach zbierać dziesięciny. Sam władca z zebranych podatków odstępował Kościołowi jego dolę. Jednak duchowni budzili niechęć z racji tego, że byli „wspólnikami” Piastów. Na pierw-szych polskich władców patrzymy dzisiaj przez różowe okulary – tymczasem nie leżało im na sercu dobro poddanych, ale liczył się sukces własnej dynastii, własnego rodu. Dysponując zastępami zbrojnych, często obcokrajowcami (w tym wikingami ze Skandynawii), najpierw siłą opanowali Wielkopolskę, a potem ruszyli po kolejne ziemie. Mazowsze, Małopolska, Śląsk, Morawy, Łużyce, Grody Czerwieńskie… Utrzymanie armii, wznoszenie grodów, prowadzenie wojen – to wszystko kosztowało i za to wszystko musieli płacić zwykli ludzie.
Władza świecka wspierała chrystianizację w osobliwy sposób. Znana jest relacja o tym, jak Bolesław Chrobry kazał wybijać zęby łamiącym posty i przebijać moszny cudzołożnikom (choć sam miał na koncie bigamię i zdradzanie żony). Raczej nie działo się tak w całym kraju, bo Piastowie nie dysponowali wystarczającymi środkami technicznymi – może co najwyżej w Wielkopolsce albo tylko przy okazji podróży władcy, kiedy wizytował poszczególne dzielnice.

Trudno mówić w tym czasie o państwie polskim jako o jednorodnej całości. Inaczej wyglądała sytuacja w Wielkopolsce, gdzie najdotkliwiej odczuwano rządy Piastów, którzy tam rezydowali i skupiali większość drużyny. Co innego działo się na Śląsku, gdzie pozostawiono dawne elity, choć rozpoczęto dużo inwestycji budowlanych i wciąż dawały się we znaki skutki wojen z Niemcami. Jeszcze inaczej sprawy się miały w Małopolsce, gdzie chrześcijaństwo trzymało się najmocniej. Kiedy w 966 r. Mieszko I przyjmował chrzest, Małopolska znajdowała się jeszcze w granicach państwa czeskiego, którego władcy byli chrześcijanami od kilku pokoleń. Możliwe, że już w tym czasie rezydował w Krakowie biskup.

BOLESŁAW ZAPOMNIANY

Według „Kroniki Wielkopolskiej” (przełom XIII i XIV w.) po śmierci Mieszka II w 1033 r. (data błędna) rządy objął jego najstarszy syn Bolesław, który wypędził matkę i małego brata Kazimierza (to też błąd, Kazimierz miał wówczas 18 lat) do Niemiec. Choć się koronował, to przez swą niegodziwość „źle zakończył życie” i nie włączono go w poczet władców Polski. Relacja ta zawiera wiele nieścisłości, a Bolesława Mieszkowica nie zna żadne inne wcześniejsze źródło.

W 1899 r. historyk Stanisław Kętrzyński zauważył, że Polska faktycznie miała księcia nieznanego krajowym źródłom. Chodziło jednak o Bezpryma, najstarszego syna Chrobrego, zamordowanego w 1032 r. Autor „Kroniki Wielkopolskiej” informacje o nim mógł znaleźć w „Rocznikach hildesheimskich” – tym bardziej że Kętrzyński dopatrzył się podobieństw między obiema relacjami. Jego argumentację wzbogacili późniejsi historycy.

Bolesław Zapomniany niespodziewanie zrobił karierę w opracowaniach popularnonaukowych jako ostatni Piast popierający pogaństwo. Tymczasem naukowcy dopuszczają możliwość, że władca Polski mógł walczyć z chrześcijaństwem, ale chodzi im raczej o Bezpryma.

SYSTEM SIĘ ZAŁAMUJE

W 1030 r. w Polsce panował Mieszko II Lambert – władca wykształcony, protektor Kościoła, przez żonę Rychezę spowinowacony z największymi rodami Rzeszy. Jednak kraj kipiał niezadowoleniem, zresztą oprócz poddanych Piastów z dziada pradziada mieszkało w kraju wielu jeńców, schwytanych w czasie wypraw wojennych. Było wśród nich wielu pogan z Pomorza i Połabia, których zmuszano do niewolniczej pracy.

Zazwyczaj do wystąpień przeciw władzy nie dochodzi w apogeum ucisku i represji, ale gdy system nieco „poluzuje”. Tak też zdarzyło się w Piastowskiej Polsce, gdzie wnet po 1030 r. miało dojść do porachunków na szczytach władzy. Co trzeci polski monarcha z dynastii Piastów zmarł śmiercią nienaturalną, więc bezwzględna gra o tron nie była niczym nowym. Mieszko II miał dwóch braci: starszego przyrodniego Bezpryma i młodszego rodzonego Ottona. Prawdo-podobnie obu wypędził z kraju – w każ-dym razie przebywali w 1031 r. na Rusi.

Jesień tego roku okazała się tragiczna dla Mieszka II. Najpierw uległ armii niemieckiego króla Konrada II, a potem musiał pędzić na wschód, bo do kraju wkroczyli Rusini, a z nimi Bezprym i Otto. Mieszko II przegrał bitwę i ratował się ucieczką. Ponieważ pozostałe drogi ucieczki były odcięte, schronił się w Czechach na dworze nienawidzącego go księcia Oldrzycha. Ten uwięził polskiego króla i wykastrował.

Rządy w Polsce objął Bezprym. Ułożył sobie relacje z Niemcami, odsyłając Konradowi II królewską koronę i swoją bratową królową Rychezę. Lecz okazał się tyranem. Zawiązano przeciw niemu spisek, po części inspirowany przez braci: wygnanego Mieszka II i obecnego w kraju Ottona. W 1032 r. Bezprym został zabity. Mieszko II wrócił do kraju, ale musiał dopuścić rodzinę do władzy. Na zjeździe w Merseburgu uznał zwierzchnictwo niemieckiego króla, który podzielił Polskę na trzy części: obok Mieszka II i Ottona swój udział dostał ich stryjeczny brat Dytryk.
Dotychczasowy system ewidentnie upadał, nadchodził czas na zmiany. Kiedy wybuchło powstanie? Praktycznie co kronikarz, to inna data. Kosmas z Pragi wskazuje na 1022 r., ale bywało, że mieszały mu się notatki (jak przypuszcza archeolog Sławomir Moździoch, może to być „spotykane u tego kronikarza 10-letnie przedatowanie wydarzeń” – czyli wychodziłby rok 1032). Ruski dziejopis Nestor pisze o rebelii pod rokiem 1030, gdzie zgromadził jednak notatki dotyczące dłuższego przedziału czasu. „Roczniki hildesheimskie” przesuwają ją na okres po 1034 r. Podobna datacja wynika z relacji kronikarza Polski – Anonima zwanego (słusznie czy niesłusznie) Gallem. Bałagan niesłychany. Jedni historycy multiplikują liczbę po wstań ludowych, inni spierają się, która data jest właściwa. Na szczęście z pomocą przychodzi archeologia.

WROCŁAW PODDAJE SIĘ PIERWSZY

Powstanie zaczęło się na Śląsku. We Wrocławiu buntownicy zajęli gród i… zaczęli niwelować wały. „Grody zbudowane przez Piastów budziły niechęć miejscowej ludności nie tylko ze względu na fakt, że były ośrodkami militarnego i fiskalnego aparatu państwa, bo w tym przypadku zostałyby po prostu wykorzystane przez buntowników. Były także symbolami zewnętrznej przemocy” – pisze Sławomir Moździoch.

Zaraz po tym przystąpiono do budowy pogańskiej świątyni; wedle badań drzewo na budulec ścięto między jesienią 1032 a wiosną 1033 r. Świątynia wykazuje dużo podobieństw do tych wznoszonych przez Wieletów. Możliwe więc, że to ci pogańscy Słowianie żyjący między Łabą a Odrą, pałający nienawiścią do Piastów, pomogli zorganizować przewrót.

Nie ostała się wrocławska katedra. Struktury kościelne uległy zagładzie – po latach nawet nie pamiętano, że w 1. połowie XI w. istniało tu biskupstwo! Katalogi biskupów zaczynały się od bp. Hieronima, który objął urząd w 1051 r. Co się działo z metropolitą wrocławskim, gdy w jego stolicy budowano świątynię pogańską? Albo został zamordowany, albo salwował się ucieczką, np. do Smogorzewa, gdzie według tradycji mieli rezydować wrocławscy biskupi.

CZESKI IMPULS

O ile na Śląsku podnieśli głowę wyznawcy słowiańskich bogów, w pozostałych dzielnicach panował względny spokój. Mieszko II poskładał je w całość po śmierci brata Ottona (1033) i wypędzeniu kuzyna Dytryka. Sam zmarł jednak już w 1034 r.

Jego następcą został 18-letni syn Kazimierz. Do kraju wróciła Rycheza, chcąca współrządzić z niedoświadczonym synem. Stabilizacja okazała się krótkotrwała. Bliżej nieznani możno-władcy w 1036 r. wypędzili królową. Kazimierz miał być tylko marionetką w ich rękach. Jednak gdy okazało się, że nie ma na to ochoty – zbuntowali się. Nastoletni władca musiał uciekać na Węgry, gdzie król Stefan Wielki zamknął go w więzieniu.

Mimo braku księcia, chrześcijaństwo trzymało się. W Krakowie w 1037 r. wyświęcono księdza, co wskazuje, że biskup normalnie urzędował. W Wielkopolsce może już dochodziło do wystąpień przeciw elitom, ale w Gnieźnie, Poznaniu i Gieczu trzymali się zwolennicy „piastowskiego” modelu rządów. Jednak nie zdawali sobie sprawy, że siedzą na beczce prochu. Uciemiężeni poddani mieli dosyć, a wojowniczy sąsiedzi tylko czekali na stosowny moment do ataku.

Lont pod tą beczką prochu podpalił Brzetysław I, książę Czech. Dowiedziawszy się o uwięzieniu Kazimierza, wkroczył do Polski w 1038 r. Złupił Kraków, po czym ruszył do Wielkopolski. Choć Czesi byli najeźdźcami – palili miasta, grabili – to część ludności witała ich niemal jak wybawców. Mieszkańcy Giecza poprosili Brzetysława, aby zabrał ich do Czech. Pokazuje to, jak wielkie obciążenia musieli znosić i że byli gotowi na swoistą emigrację zarobkową. Polscy możni i członkowie drużyny książęcej próbowali stawiać opór najeźdźcom, ale koniec końców górą był Brzetysław. Splądrował Gniezno i Poznań, ogołocił je ze złota, srebra, relikwii i mieszkańców – po czym ruszył w drogę powrotną, prowadząc rzeszę jeńców i 100 wozów ze skarbami. Niejako przy okazji podporządkował sobie Śląsk.

DZIĘKI JOMSBORCZYKOM

Nasza rekonstrukcja historycznych wydarzeń z X–XI w. była możliwa dzięki współpracy z wojownikami z Warowni Jomsborg w Warszawie. Jomsborczycy pod wodzą Jarla Einara (Stanisław Wdowczyk) zajmują się odtwarzaniem świata wikingów i Słowian. W warowni organizują m.in. „żywe lekcje historii” dla szkół oraz pokazy dla dorosłych. Można się na nich dowiedzieć, np. jaką rolę odegrali historyczni Jomsborczycy walczący u boku króla Bolesława Chrobrego.

WIELKOPOLSKA WE KRWI

Nie wiadomo, czy Brzetysław wystąpił jako sojusznik zbuntowanych Wielkopolan, czy jego najazd przekonał ich, że najwyższy czas rzucić wyzwanie elitom. W każdym razie rozpętało się piekło. Anonim zwany Gallem opisuje to plastycznie: „Niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych z nich na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa”. Wolność odzyskiwali też jeńcy wojenni i wracali w rodzinne strony. Znana jest historia Mojżesza Węgrzyna, jeńca z Rusi, który został przywieziony do Polski w 1019 r., a po wybuchu powstania ludowego podążył do ojczyzny.

Porzucano też chrześcijaństwo – kojarzone z aparatem represji. Zabijano duchownych. Znaczniejsi ginęli od miecza, mniej ważnych kamienowano. Interesujące, że już po wszystkim, gdy mozolnie odbudowywano strukturę polskiego Kościoła, nie starano się o rozkrzewienie kultu którejkolwiek z ofiar. Już w 1974 r. zwracała na to uwagę historyk Danuta Borawska, która jednak zastrzegała, że „nie możemy lekceważyć samej tradycji”, którą przekazał Anonim. O zabijaniu kapłanów w Polsce wspominają też źródła ruskie. Może niechęć do pomordowanych duchownych była tak wielka, że próba rozkrzewienia kultu przyniosłaby więcej strat niż pożytku?

Powstanie rozlewało się po Wielkopolsce. Kto z elit przeżył pierwszą falę buntu, uciekał na Mazowsze – mimo złego stanu dróg i czyhających band buntowników – bo tam za Wisłą czekał inny świat. W tej dzielnicy władzę sprawował Miecław, formalnie namiestnik z czasów Kazimierza, faktycznie już samodzielny książę. Rósł w siłę, bo rzeka imigrantów płynęła nieustannie. W rezultacie – jak pisał Anonim Gall – „pola roiły się od oraczy, pastwiska od bydła, a miejscowości od mieszkańców”. Tymczasem w opustoszałych katedrach w Poznaniu i Gnieźnie legowiska urządziły sobie dzikie zwierzęta…

POGAŃSKI RESET I NOWY START

Niebawem sytuację w Wielkopolsce spacyfikowano. Po pierwsze przebywający na wygnaniu wielkopolscy możnowładcy namawiali Miecława, by podporządkował sobie i tę dzielnicę; zapewne władca Mazowsza podjął w tym kierunku jakieś kroki. Po drugie około 1040 r. wrócił do kraju Kazimierz, wiodąc 500 rycerzy. W ciągu dekady udało mu się odzyskać Małopolskę i Wielkopolskę, pokonać Miecława i wyrwać Czechom Śląsk.

Jednocześnie próbował na nowo zorganizować polski Kościół. Punktem wyjścia było jedyne istniejące biskupstwo – krakowskie. W 1051 r. powołano do życia biskupstwo wrocławskie. W 1075 r.– już za rządów Bolesława Szczodrego, syna Kazimierza – wskrzeszono arcybiskupstwo gnieźnieńskie.

Nie licząc elit i może mieszkańców większych ośrodków, pracę misyjną zaczynano praktycznie od początku. Jednak musiała przebiegać w bardziej chrześcijańskiej atmosferze. W źródłach nie ma bowiem mowy o przebijaniu moszen cudzołożnikom i wybijaniu zębów za łamanie postów. Archeolodzy zauważyli też w grodach we Wrocławiu i w Opolu ciekawe zjawisko: w czasach przed Kazimierzem trzymano w nich bydło i trzodę, później już nie. „Czyżby nowe załogi czuły się w grodach pewniej?” – zastanawiał się Sławomir Moździoch („»Bodaj się Piastów rządy nam święciły«. Archeologia o początkach państwa piastowskiego”; 2011).

Pogaństwo trwało. Stwierdzenia z XII-wiecznych dokumentów, że możnowładcy zajmowali się szerzeniem wiary, nie są więc pustymi frazesami: powstawały nowe świątynie, zagęszczała się sieć parafii. Mimo to chrystianizacja była procesem długotrwałym. Nawet do dziś przetrwało wiele zwyczajów pogańskich, tyle że w chrześcijańskiej otoczce.

Samo powstanie z lat 30. XI wieku przedstawia się zwykle jak ostatni zryw obrońców starej wiary przed naporem chrześcijaństwa. Jednak wątki religijne pojawiły się niejako przy okazji buntu, bo ówczesny Kościół był kojarzony z represyjnym systemem, jaki zafundowali swoim poddanym pierwsi Piastowie.

Nasza rekonstrukcja historycznych wydarzeń z X–XI w. była możliwa dzięki współpracy z wojownikami z Warowni Jomsborg w Warszawie. Jomsborczycy pod wodzą Jarla Einara (Stanisław Wdowczyk) zajmują się odtwarzaniem świata wikingów i Słowian. W warowni organizują m.in. „żywe lekcje historii” dla szkół oraz pokazy dla dorosłych. Można się na nich dowiedzieć, np. jaką rolę odegrali historyczni Jomsborczycy walczący u boku króla Bolesława Chrobrego. https://www.focus.pl/artykul/polska-pena-pogan?fbclid=IwAR2dntuuerX4YBZ7coMBh1QFfv7oLgK9XjrVUcVf12EKpaen3S86DJAjHVI
Żabodukt Postów: 24356
kumak
Żabodukt, postów: 24356
Niedziela, 5 maja 2019 21:29:50
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Kiedy powstał Islam? Jakie były jego początki? 622 rok znalazł się w naszym zestawieniu wydarzeń, które zmieniły świat. Przeczytajcie dlaczego.

622 n.e. Prorok Mahomet urodził się około roku 570 na Półwyspie Arabskim, gdzie żyły koczownicze ludy i działały ośrodki handlu karawanowego. W tym okresie ludzie czcili tam duchy natury i oddawali cześć bogom żyjącym w sanktuarium w Mekce.


Ponieważ Mahomet był sierotą, mieszkał ze swoim dziadkiem i wujem. Pracował jako pasterz, poganiacz wielbłądów i kupiec. Zyskał przydomek al-Amin, „godny zaufania”. Mając 25 lat, poślubił zamożną wdowę, starszą od siebie o 15 lat, i miał z nią sześcioro dzieci. Po jej śmierci żenił się ponoć jeszcze kilkanaście razy.


Na początku VII w., dzięki judaizmowi i chrześcijaństwu, na całym Bliskim Wschodzie szerzyła się idea monoteizmu. Mahomet dostrzegał wartość spójnej doktryny kształtującej życie i praktyki religijne. Według nauki islamskiej w 610 r. miał wizję i usłyszał głos, który domagał się od niego posłuszeństwa wobec jedynego Boga, Allacha. Zaczął więc nauczać, że „Nie ma boga prócz Allacha, a Mahomet jest jego prorokiem”. Głosił, że wierni będą się cieszyć wspaniałym życiem pozagrobowym, celem życia bogatych jest dzielenie się z biednymi, a oddawanie czci idolom jest złe.


W 622 r. ostrzeżony, że przywódcy różnych plemion zamierzają go zabić, uciekł z Mekki. Ta ucieczka skrystalizowała jego przekonania i wyznaczyła początek islamu (czyli „uległości woli Allacha”), a także początek islamskiego kalendarza. Zbierając zwolenników, Mahomet zbiegł do miasta Jasrib, które zmieniło nazwę na Madinat an-Nabi, „miasto proroka”, a dziś jest znane jako Medyna w Arabii Saudyjskiej. W ciągu dekady jego władza została tam uznana i Mahomet utworzył pierwsze państwo islamskie. W 630 r. powrócił do Mekki na czele 10 tys. ludzi i pokonał swych oponentów.


Koran, święta księga islamu, jest uważany za słowo Boga, objawione Mahometowi w ciągu 20 lat. Tekst był przekazywany wyznawcom, którzy spisali go za panowania kalifa Usmana (577–656). Koran omawia pięć filarów islamu, którymi są: wiara w jednego Boga, modlitwa, jałmużna, post w okresie ramadanu oraz hadżdż, czyli pielgrzymka do Mekki co najmniej raz w życiu. Mahomet odbył pierwszy hadżdż na krótko przed swoją śmiercią w 632 r.


Jego następcy zalecali wiernym, żeby nie rozpaczali. Wyznawcy Mahometa szerzyli swą wiarę słowem i mieczem. Poszerzanie władzy islamu na drodze wojennej było uważane ze święty obowiązek znany jako dżihad. Pierwsi dwaj kalifowie, czyli następcy Mahometa, prowadząc dżihad, zdołali ustanowić rządy religijne w imperium, które rozciągało się od granic Egiptu aż po Persję.


Trzeci kalif nie miał jednogłośnego poparcia wśród wiernych. Trwały spory o to, czy kalifat powinien przechodzić na kolejnych potomków Mahometa, czy też ma być funkcją wybieralną z uwagi na zdolności przywódcze. Ulubiona żona Mahometa, A’isza, poprowadziła zwolenników tej drugiej opcji, sprzeciwiając się wyborowi Alego, swego zięcia, na kolejnego kalifa. Zebrawszy zwolenników, starła się z Alim nad Eufratem, w rejonie Syrii i Iraku. Choć obie strony zgodziły się na pokojowe porozumienie, Bitwa Wielbłądzia doprowadziła do fundamentalnego podziału w islamie – zwolennicy A’iszy zyskali miano sunnitów, natomiast partia Alego stała się szyitami. Rozdźwięk między tymi grupami trwa do dziś – sunnici i szyici nadal walczą ze sobą na całym Bliskim Wschodzie, co przyczyniło się do powstania współczesnego terroryzmu.

Zaloguj się aby uczestniczyć w dyskusji oraz uzyskać dostęp do większej ilości wątków na tym forum.

Aktualności

OK